1.12.2013

co dalej?

Bo kiedy nie ma miłości
co dalej

Uparcie pragnę wierzyć w to, że nic nie czuję, że pozostaję wierny swoim ideałom, bo tylko one nigdy nie wypuściły mnie z rąk nad najgłębszą przepaścią.
Dobrze, że czas jest dla nas niełaskawy, powiedz mi, jak mógłbym konkurować z 1.825 dniami uniesień, które niby odeszły w niepamięć, ale chyba oboje wiemy jaka jest rzeczywistość. Proszę Cię, nikt, nawet Ty i nawet ja, nikt nie jest w stanie utopić tylu dni w kilku krótkich miesiącach. Bardzo lubię te momenty, kiedy z ogromnym przekonaniem w oczach mówisz mi, że to już koniec, że to nie wróci, karmię się wtedy zachłannie złudzeniami, wiedząc że to tylko zgubne puste kalorie. Kiedy całujesz mnie na pożegnanie, albo niby od niechcenia wplatasz swoją dłoń w moje włosy, nieświadomie czuję jego oddech na karku. Trzymając cię za rękę, widzę jego linie papilarne. Usilnie staram się zrozumieć, że jest nieodłączną częścią Ciebie, że jego śniada skóra i ciemne oczy stanowią jakiś pierwiastek Ciebie. Dobrze wiesz, że mogę być Twoją odskocznią, chwilą zapomnienia, ale zrozum proszę, że przynajmniej dopóki on nie wróci, nie muszę o tym wiedzieć.
A może powiedzmy sobie to prosto w twarz?

Nie. Nieważne, nic nie powiem. Nic nie zrobię, bo nie chcę potem umierać na pustyni, która wykwitnie w moich wnętrznościach. Szczęśliwego Nowego Roku.

dłużej złudzeń nie ocalę
więc co dalej 
?

20.11.2013

a void.

Co my tu robimy?
Dlaczego Wszechświat kopie Cię zawsze wtedy, gdy zdajesz się dryfować daleko poza jego zasięgiem?
Dlaczego wczoraj nie może zdarzyć się dziś, a jutro nie może być powtórką tych kilku ulotnych spojrzeń i lekkich pocałunków?
Udaję, że nic mnie nie obchodzi, że przyoblekam się w zasłonę obojętności, bez której nie miałbym prawa istnieć. Mimo to wciąż gwałcisz mój umysł swoim zapachem i miękkością włosów, które tak idealnie wpasowują się między moje palce. Mimochodem wyłapuję pojedyncze atomy Twojego oddechu i przyswajam je nienaturalnie, raz za razem wyrzekając się własnego tlenu. Dotykam Twej dłoni i zrzucam z siebie ciężar minionego dnia, doskonale wiedząc, że gdy tylko wyjdę przez tamte drzwi, wszystko powróci silniejsze niż dotychczas. Topię się paranoidalnie w błękicie Twych oczu, uciekam tam momentami, chowam się na te krótkie chwile, kiedy nie masz nic przeciwko. Nie kocham Cię. Nie zależy mi.
Ale nie zaprzeczę, wszystko to dookoła urosło do nieznanych mi do tej pory rozmiarów. Czekam na Twój ruch, doskonale wiedząc, że może nigdy nie nadejść.
Nie zależy mi
aż tak

It's not a game anymore and we're not kids.
You can cry mercy all you want, but nobody's listening.
It's just you...
...screaming into a void

6.11.2013

RSVP.

Poza rzeczywistością poznania istnieje siedem królestw smutku.
Każdy z siedmiu królów chciwie szarpie serca swoich poddanych
i uzurpuje sobie prawo do władania ich duszami.
W każdym z siedmiu zamków okna przepełnione są niemym krzykiem rozpaczy,
a czarna trawa kwitnie szybciej z każdą zapomnianą kroplą krwi.
Na każdym z siedmiu tronów zasiada spasiony cnotą fałsz.

W ósmym zamku, który istnieje niby przypadkiem na pograniczu
na ósmym tronie, wyrzeźbionym z łez i żalu
jako ósmy król, zapomniany choć nigdy nie odkryty
siedzę ja.

Z zazdrością obserwuję, 
jak nikczemne życie toczy się w pozostałych królestwach.
U mnie nic, ani żywej duszy,
kiedyś przyleciał jakiś ptak
ale zabiłem go przez przypadek
myślałem że może zostaniemy przyjaciółmi.

Chciałbym Cię kiedyś zaprosić do mojego zamku
na dwuosobową ucztę w przestronnej sali
pełnej odwróconych luster.
Obawiam się tylko, że mógłbyś podzielić los samotnego ptaka.

Proszę, daj znać czy wpadniesz

28.10.2013

parnassus.

Spod żeber wycieka mi ciemnogranatowy płyn, którym obdarzam pomięte prześcieradło. Zwijam się w sobie i nieustannie próbuję przebić szyję ostrym zakończeniem obojczyka, przybliżam i oddalam moment swojej nieuchronnej eliminacji. Chryzantemy za rogiem uwiędły milcząco od nadmiaru gorącego deszczu, dzisiaj już żaden kot nie przejdzie obojętnie obok tego godnego pożałowania widoku.
Wyglądam nieśmiało przez okno, a tam tylko obcy ludzie biegnący w tę i nigdy nie wracający z powrotem. Obiecywałem sobie nie żywić żadnej wyjątkowej tęsknoty, utwierdzałem się w przekonaniu, że umiem jedynie opowiadać o uczuciach aniżeli je w jakiś sposób posiadać. Kiedy ciemnogranatowy płyn spod moich żeber zastyga ostatnią kroplą na moim języku, uciekam w niepamięć i nadaję wspomnieniom niższy niż dotąd priorytet. Zataczam się w kręgach dymu i spalam w brunatnym odbiciu słońca na wodzie.
Wcale nie ułożyłem sobie tutaj życia

bo jestem tu całkiem sam

29.09.2013

spowiedź.

W imię Ojca.
Ostatni raz byłem u spowiedzi [...],
od tamtej pory obraziłem Pana następującymi grzechami:

gdziekolwiek zawieruszało się moje serce, ja ślepo podążałem za nim
narażając się na gniew Jego i ich;

byłem sobą mimo usilnych starań wszechświata,
by dokonać w tym jakichkolwiek zmian;

kłamałem prawdzie w żywe oczy,
starając się zachować zimną krew i nieruchomy wzrok;

kochałem mocniej niż nienawidziłem kochać,
zdzierając tym samym ostatnią marmurową warstwę mojej nicości pośród żeber;

żyłem na przekór codzienności,
umierając co noc pod gołym niebem na gorącej dachówce;

odszywałem guziki z głowy
i połykałem je zachłannie kiedy nikt nie patrzył;

Więcej grzechów nie pamiętam,
proszę o pokutę i rozgrzeszenie.

"Idź i nie grzesz..."


25.09.2013

Ja i Ty.

Twoje usta i moje wargi spotykają się w nierytmicznym tańcu zapomnienia.
Twój oddech i moja krew mieszają się namiętnie, niczym diamentowy pył i ocet.
Twoje oczy i mój wzrok zatapiają się w sobie głęboko, aż po kres świadomości. 

Twój dotyk i moja skóra tworzą niemal perfekcyjnie idealną jedność.
Twój zapach i mój węch odsłaniają nieznane dotąd granice intymności. 
Twój głos i mój słuch gorącymi pomrukami poznają się wciąż na nowo. 

Twoja szyja i mój pocałunek swą miękkością kontrastują z małymi wypustkami gęsiej skórki.
Twoja skroń i moja żyła pulsują jednocześnie w gładkim rytmie.


Twoje serce i moje serce nie biją już od dłuższego czasu.
Zaczną. . .

płodny okres szarookiej młodzieży deszczowymi wieczorami




23.09.2013

"this tune (...) that makes me think of you somehow..."

baby, we both know
that the nights were mainly made
for saying things that you can't say
tomorrow day


Rozprzestrzeniasz się po moim układzie krwionośnym niczym spragniony krwi wirus.
Niebezpiecznie krążysz wokół pulsującego serca. Ocierasz się o nie, by po chwili wrócić do pierwotnego stanu.
Smagasz je językiem kipiącym od ognia, drażnisz zakrzywionym paznokciem.
Jeszcze 3 dni temu nie wiedziałem o Twoim istnieniu.
Teraz każdy Twój najmniejszy ruch skupia na Tobie całą moją uwagę.
Wczoraj zauważyłem kawałek skóry wystający spod swetra, nie mogłem powstrzymać napływających myśli.
W nocy śniłem o tym skrawku Ciebie w moich zębach. I o tym skrawku kilka centymetrów wyżej też.
Dzisiaj moje oczy utkwiły na języku dyskretnie zwilżającym wyschnięte wargi.
Przez moment zapragnąłem stać się tym językiem. Być w pobliżu Twoich ust cały czas.

Jeszcze 3 dni temu nie miałem pojęcia, że pojawisz się w moim życiu.
Ale dzień wcześniej było mi równie dobrze.
Bez Ciebie.

do I wanna know
if this feeling flows both ways
...?

11.09.2013

even if I tried.

Kiedy wczoraj siódma kropla deszczu spływała leniwie po szybie, siedziałem w jasności księżyca wpatrując się w nicość mojej przyszłości. Wyobrażałem sobie Ciebie obok mnie, Twoją pocieszającą dłoń i ciepło w Twoich oczach, wszystko to mówiące mi, że Kochasz mnie mimo wszystko.
Łzy stały się stałym elementem krajobrazu mojej twarzy, gdy mówiłem Ci o tym wszystkim, o czym chcę powiedzieć tylko Tobie, tylko to pozwoli mi znów oddychać i delektować się ostatnimi promieniami słońca.

Tak bardzo planuję powiedzieć Ci wszystko, tak bardzo wiem, że noc jest jedynie od planowania.
Wybacz, jeszcze nie,
I can't change
even if I tried
even if I wanted to 

24.08.2013

życie, kocham cię nad życie.

Kojarzysz ten moment, kiedy wszystko, czego się nie spodziewałeś atakuje Cię z każdej strony?
Bezczelnie kąsa w najbardziej wystające nerwy, zostawia zaróżowione ślady na skórze i wynosi Cię ponad przyziemną jakość rzeczywistości.
Nie rozumiesz?
Kiedy na najkrótszą ogromnie długą chwilę unosisz się nad ciałem i obserwujesz świat oczyma bożka rozkoszy, a przez Twoje żyły przepływa złoty płyn wieczności, wypełnia każdą komórkę, na ułamek sekundy odbiera Ci wzrok, tylko po to, żebyś od teraz widział wszystko zupełnie inaczej.
Zaczynasz rozumieć?
Dlaczego to przychodzi wtedy, kiedy spodziewasz się tego najmniej?
Dlaczego kończy się, zanim zdążysz zauważyć cokolwiek?
Dlaczego nie może powrócić od razu, dlaczego każe na siebie czekać?

Wyciągnę rękę i spróbuję sięgnąć, może dziś...
...może dziś się uda

*new beginnings*

say my name...again

28.07.2013

i hate this part.

Is it even real to feel jealous of somebody you didn't get to know
at all?
Am I a psycho
or just a weirdo
cause every fuckin time
I see that annoying little thing
my stomach trembles
my hands shiver
my heart speeds up
so to stop a second later
when you don't...

Oh. Should it be this way?
I saw you only once
and
it was in my dreams
and
I was so close, too close.
You, on the other hand, you were half naked
and it wasn't too much
or too little
of your perfect body.
It was just right.

Is it even a real thing
this irritating feeling inside?

Are you a real thing
?


6.07.2013

no sense at all.

Myślałem kiedyś, że Twój oddech będzie źródłem mojego tlenu.
Że łaskawością swych miękkich dłoni obdarzysz mnie na dobranoc, dotykając niemo mojej piersi.
Myślałem, że bezkresny granat Twych oczu pochłonie mnie nocą, kiedy z zachwytem będziesz przyglądać się moim nieruchomym powiekom.
Wierzyłem, że zatopieni w sobie odkryjemy nowe gwiazdy w nowych galaktykach.
Że Twoje nagie ciało oplecie mnie gorącem miliona zakończeń nerwowych, a perwersyjność Twoich słów pozwoli nam trwać w nieskończoność.
Myślałem, że wierzyłem. Powiedziałaś: "patrz, gwiazdy wstają na horyzoncie". Kurczowo trzymałem Twoją łydkę, kiedy wychodziłaś przez tamte drzwi.
Koniec był piękniejszy, niż przewidywano.

11.06.2013

s'il vous plait...

To był piękny dzień.
Biel z czernią stanowiły paradoksalnie niesamowitą jedność, potrzebowały się tego dnia wyjątkowo. Długi welon, podtrzymywany niezdarnie przez druhny w miętowych sukienkach kołysał się na wietrze. Czerń garnituru połyskiwała w ostatnich promieniach zachodzącego wrześniowego słońca. Czerwone usta zostawiły ostatni ślad na papierosie, który wraz z resztkami zdrowego rozsądku wylądował na ziemi. Zaczęło się, transmisja na żywo, oszalałe serce, wyrywające się jednocześnie z dwóch piersi. Nic już nie mogło zatrzymać lawiny zdarzeń, choć jakaś niewidzialna siła podpowiadała im, że są dokładnie tam, gdzie było im to pisane. Przez chwilę echo kościelnych murów niosło ze sobą dwa przyspieszone oddechy, które ustały jednocześnie na kilka niezauważalnych ułamków sekundy, po to tylko, by wraz z najważniejszym tego dnia słowem powrócić do normalnego rytmu. Krótka wymiana spojrzeń wystarczyła im, żeby wiedzieć, że zawiła przeszłość była jedynie pretekstem do słodkiej przyszłości. Świat stanął w miejscu i na chwilę zostali całkiem sami.
Potem była zabawa. To już osobna historia, być może na inną okazję. Pozwolę sobie wspomnieć jedynie o tajemniczym jegomościu w miętowym garniturze, którego nikt tej nocy prócz mnie nie widział. Stał za oknem, w cieniu wysokich drzew, dzierżąc w ręku szklankę whisky. Zrobił krok do tyłu i gdy upewnił się, że nikt go nie widzi, zapalił papierosa i mruknął do siebie: "odbijany"...

To był piękny dzień


dedykacja już nieaktualna

29.05.2013

słowadwa.



Jeśli tylko chciałbym złapać Cię za rękę, zrobiłbym to dawno.
Jeśli tylko chodziłoby mi o pocałunek, już jakiś czas temu splótłbym ze sobą nasze usta.
Jeśli tylko mógłbym wiedzieć, że będziesz, teraz siedziałabyś koło mnie.

Ostatni dzień tamtej upiornej zimy przyniósł ze sobą uczucie lekkości.
Swoją zimną dłonią odsunęłaś na bok wszystko czym byłem,
a ja jakoś mimo to zatrzymałem to w sobie.
Teraz już wolę kiedy Cię nie ma, niż kiedy jesteś, wolę wyobrażać sobie
niż walczyć z rzeczywistością, która zawiera pierwiastek Ciebie.
I chociaż obiecałem Ci, że przestanę

kocham
Cię.

Chociaż już przestałem, a wciąż jakby...

6.04.2013

a year without the sun.

Chłodne powietrze tańczyło między jej włosami, a podmuch wiatru skrystalizował łzy na jej twarzy. Spojrzała mu w oczy i za ich pustką bezwiednie podążyła wzrokiem gdzieś dalej. Opary niepewności, które unosiły się między nimi, przybrały nowy, niepokojąco purpurowy kolor. Żadne z nich nie przygotowało w głowie scenariusza tej sytuacji, w ich wyreżyserowanych życiach ten moment był chwilą niebezpiecznej improwizacji, dwoje aktorów na deskach obcego teatru. 
Jej usta rozchyliły się lekko, pierwsze zgłoski wyrazu przybrały ton niemego dźwięku, chciała powiedzieć coś niezobowiązującego, byle tylko nie trwać w tym głupim odrętwieniu. Zanim jednak zdążyła, poczuła dotyk jego skóry na swojej dłoni, ciepły mimo nieustającej zimy dookoła, żywy mimo stagnacji na jego twarzy. 
- Chodź - powiedział i poprowadził ją lekko za sobą. 
Szli przed siebie, otaczały ich tysiące głosów i miliony kształtów, które przybierała para z ust zmarzniętych przechodniów. Drzewa kipiały bielą, niebo skłaniało się nisko, a oni szli w milczeniu, chociaż już cała niepewność została za nimi, wciąż nie mieli powodów by cieszyć się swoim towarzystwem. Niekończąca się podróż zaprowadziła ich tam, gdzie nie byli już od początku, tam, gdzie zostawili to wszystko, co definiowało ich razem. Ostatni płatek śniegu stopniał na jej powiece, choć słońce wciąż nie pojawiało się na horyzoncie. Zanim na nowo nastała zima, zamknęli się szczelnie w dwóch słowach: 
kocham Cię.

Ale to nie byłaś Ty. 

would you show me your home?
would you take my hand again?
To też nie byłem ja. 

12.03.2013

i do love you, but i don't love you at all.

                                                                                        

       Kochanie, spójrz. Grawitacja nie istnieje wokół Ciebie, za każdym razem gdy dławię się Twoim pięknem, moje serce tłucze się jak oszalałe po obolałej klatce piersiowej. Każde jego uderzenie pozbawia mnie oddechu, zatyka tchawicę, zostawia mnie na pożarcie ton myśli i obrazów tego, co chciałbym z Tobą robić i co chciałbym byś zrobiła ze mną. Trwam w tym zimnym bezruchu kiedy oplatasz mnie nieświadomie swoim słodkim oddechem, nawet gdy robisz to z pełną premedytacją pobijam kolejny rekord w umieraniu na gęsią skórkę. Twoja dłoń bezszelestnie krąży na orbicie mojej skóry, choć Ty pewnie tego nie wiesz, a ja wychodzę z siebie i rozpadam się na tysiące mniejszych części, by choć minimalnie spotęgować odczuwanie Ciebie tak blisko mnie. Niezmiernie fascynuje mnie bezwzględna celowość Twoich ruchów, dałbym się sponiewierać na wieczność, by trwały choć ułamek sekundy dłużej. Sprzedałbym wszechświat tylko po to, by zapach Twoich włosów spowił drzewa na wiosnę i bym choć tym jednym zmysłem mógł czuć Cię trochę więcej niż mi na to pozwalasz.
Poza tym doskonale wiem, że każdy Twój ruch i gest, i słowo, i wszystko wymierzone jest perfidnie przeciwko mnie. Bawisz się mną, może czasami podświadomie, choć to mało prawdopodobne, bawisz się, a ja jak pies wciąż jestem obok, taka przyjemna samozagłada.
Chyba mogę powiedzieć, że Cię kocham.

Mimo tego, że nie kocham Cię w ogóle. 

3.03.2013

you found me.

the deepest memories last forever

Nieśmiało, jak pierwsza gwiazda na marcowym niebie, zerkam przez ramię ludziom mijanym na ulicy. Wspaniałomyślnie lawiruję między ich uczuciami, bezszelestnie przewijam się wzdłuż i w poprzek zmuszony koniecznością chwili. Na długo wpełzam im pod najgłębszą warstwę skóry i pasożytniczo karmię się ich cierpieniem, wgryzam się niedelikatnie zostawiając niewielkie kryształki jadu, by potem delektować się ich wszechobecnym bólem. Nieświadomie i bezwiednie oddają mi się we władanie, uwielbiam czerpać z ich niekończących się źródeł smutku, potem tylko porzucę ich na bezdrożu psychiki, pozbawionych emocji i umiejętności życia. 
Bezczelność staje się drugim imieniem mojego alter ego, a wrodzona arogancja każe mi sądzić, że zakleszczy się tam na długo. Kocham wszystkie te negatywy dookoła, myślę, że nie pochodzę od Adama ani Ewy, a raczej od Węża, który spierdolił całą rajską rzeczywistość i zostawił ludzkość na pastwę dwudziestu jeden wieków wielkiego nic. 
Uciekam w moją wężową osobistość, którą jak skórę zrzuciłem dawno temu, tam było najwygodniej i najlepiej cierpiało się na życie. 

Ale nie, tak poza tym to BAWIĘ SIĘ ŚWIETNIE. 

they last forever
even if you don't want them to


25.01.2013

o child

Gdzieś w równoległej rzeczywistości istniejemy tacy, jakimi chcemy siebie pamiętać, my z "kiedyś", które teraz jest niczym więcej niż mrugającym światłem we mgle. Czy możesz zamknąć na chwilę oczy i wziąć mnie pod rękę? Przejdziemy się tam, gdzie jutro było tylko lepszym dzisiaj, a ogniki w oczach wyznaczały długość niekończącego się maratonu przygód. Nie, nie bierz parasola. Obiecuję Ci, że nie będzie padać.

Czy tylko ja czuję, że teraz wiatr wieje ze złej strony? Powiedz, że też odczuwasz to przenikające zimno
i powiedz, że wiesz jak wrócić do wtedy.
Wtedy kiedy wszystko miało piękny sens nielogicznej egzystencji
i kiedy jedno słowo wywoływało lawinę skojarzeń i uśmiechów.

Tak bardzo nie mogę na to pozwolić.
Za bardzo jesteś, mimo wszystkich niesytuacji.
Zresztą dobrze o tym wiesz.




"dawno nie mówiłam Ci, że jesteś gwiazdą
najjaśniejszą na niebie
i jak dawno nie mówiłam Ci że jesteś piękny
to pewnie dlatego ta depresja"


Proszę wróćmy tam, do tej depresji...