Najbardziej zgubną właściwością słów jest ich nieuchronna ulotność. Wzniosłe znaczenia, które tak gorliwie im nadajemy, umykają już w kilka sekund po postawionej na końcu zdania kropce. Jak rozpaczliwie niedołężnymi psychicznie trzeba nam być, by tak kurczowo trzymać się skrawków sensów, które umierają śmiercią naturalną szybciej, niż jesteśmy w stanie je zrozumieć. Kiedy kończą się słowa, nie zostaje nam już nic.
Po raz kolejny smagasz mnie po sercu zbitkiem kilku liter, a ja po raz kolejny ufam im bezgranicznie, choć czuję już pod nogami grząski grunt i wiem, że znów nie będzie Cię tam, by mnie uratować. Uśmiecham się szeroko i oplatam się tymi słowami najszczelniej jak potrafię, formułując jednocześnie równie wartą uwagi odpowiedź. To taka zabawna gra, w którą chyba lubimy się bawić, zarzucamy się wspaniałością prostych zdań, aż w końcu ktoś polegnie i przyzna rację drugiej stronie.
Gdzieś pośród tych gier, zagubiliśmy chyba jedyną istotną cechę słów - ich wiarygodność. Zrobiłem w życiu rzeczy złe, choć minie pewnie jeszcze sporo czasu, nim przyznam się do nich na głos. Każdy wyraz jednak ważyłem ostrożnie przed wypuszczeniem go na światło dzienne. Być może zbyt idealistycznie, lecz wierzę w to, że zbyt mało mamy czasu, by rzucać słowa na wiatr. Ufam temu, co mówię i pragnę wierzyć w to, co słyszę.
Choć raz proszę o powód za, nie przeciw.
nocą alter ego
16.06.2014
21.04.2014
everybody wants to rule the world.
Wrocław, 21.04.2014
Krążyłem ostatnio po pokoju, niecierpliwie wydeptując w panelach coś na wzór koślawych ósemek. Chowając głowę w poduszkach wyobrażałem sobie, jak siedzisz obok i śmiejesz się w głos z moich dziecinnych pomysłów.
Nie jestem już jednak pewien czy uznałbyś je za dziecinne, albo czy siedziałbyś obok śmiejąc się z nich w głos. Od przeszło pięciu lat zastanawiam się jak zareagowałbyś w tej czy innej sytuacji. Czy, jak miałeś w zwyczaju, wyśmiałbyś mnie, czy może poklepałbyś mnie po ramieniu i wypilibyśmy razem piwo, jedną z tych prostych i trywialnych rzeczy, których nigdy nie dane nam było spróbować razem.
Mam nadzieję, że wiesz, byłem u Ciebie tamtego dnia, mimo braku jakiegokolwiek śladu Twojej obecności tutaj znalazłem wśród krętych alejek tamto drzewo, a potem skręciłem w lewo. Pewnie już wiesz, że Twoje miejsce zajął ktoś inny, dlatego wróciłem do drzewa, czyniąc je tym samym nowym miejscem naszych spotkań. W takich miejscach ludzie dziwnie spoglądają na samotnych chłopców stojących pod drzewem, ale musiałem powiedzieć Ci o kilku ważnych sprawach. Mógłbym zrobić to równie dobrze leżąc w łóżku lub siedząc na ławce w jakimś parku, tam jednak rosną inne drzewa i nie ma tylu krętych ścieżek, które, mimo upływu lat, dają mi nadzieję na zgubienie się.
Pamiętam, jak kiedyś powiedziałem Ci, że chciałbym władać całym światem. Byliśmy młodzi, głupi i nie wiedzieliśmy nic o życiu, ale całkiem niepodobnie do Ciebie odpowiedziałeś mi, że "każdy by chciał". Nie wiem, czy znałeś wtedy tę piosenkę, o której teraz myślę, czy był to jedynie jakiś chwilowy przebłysk geniuszu. Wiem za to, że to wyjątkowo szalone iż właśnie dziś usłyszałem ją w radio. Przypomniałem sobie, jak planowaliśmy kiedyś nasze życie i to, jak będzie wyglądać po dwudziestce. Mam nadzieję, że gdziekolwiek teraz jesteś, wygląda choć trochę tak, jak sobie tego życzyłeś.
Dziś znów byłem pod tym drzewem. A właściwie jego pniem, tyle tylko z niego zostało, ale mam teraz przynajmniej gdzie przysiąść. Wzniosłem nawet mały toast tą ohydną oranżadą za złotówkę, którą kiedyś wielbiliśmy nad życie. To tylko złotówka mniej do biletu, który kiedyś zabierze mnie tam, gdzie teraz jest Cię więcej niż tutaj. Obiecuję.
To już drugi iks C.
Wszystkiego Najlepszego
25.02.2014
mam 20 lat i tęsknię.
Kiedy po raz kolejny znikasz za rogiem, zachłannie próbuję złapać oddech, choć moje płuca konsekwentnie odmawiają przyjmowania tlenu. Drżącymi rękami sięgam w Twoją stronę z nadzieją uchwycenia choćby jednego niewidocznego atomu zapachu, który zostawiasz odchodząc. Znów wracam do pustego pomieszczenia, które nieustannie próbuje zamordować mnie brakiem Twojej obecności. Leżąc pod za dużą kołdrą, w kółko spalam się i powstaję z popiołów, kurczowo trzymając się wizji zbyt odległego "niedługo".
Rankiem, nim jeszcze ofiaruję moim oczom piekące światło dnia, błądzę bezwiednie po za dużym łóżku szukając Twojej dłoni. W te dni, gdy ku ogromnemu smutkowi, okraszonemu cichym łoskotem serca opadającego na dno żeber, nie znajduję jej w pobliżu, kolejnym czarnym iksem odliczam w kalendarzu godziny do momentu, kiedy wiem, że będzie czekać na mnie obok.
Wpatrując się ostatniej nocy w mikroskopijne cząstki Twojego oddechu, wędrujące niespiesznie w stronę sufitu, zrozumiałem, że tlący się w mnie od zawsze strach musiał powędrować tam z nimi, gdy pierwszy raz podziwiałem Twoją spokojną twarz pogrążoną we śnie. Jeżeli kiedyś bałem się wyjść naprzeciw temu, co wypełnia mnie od środka i zawzięcie zwalczałem to w zarodku, teraz chwytam to pełen nadziei i wyciągam na światło dzienne, licząc że nie spłonie zbyt szybko, smagane wrzącymi językami słońca.
Najlepszą i jednocześnie najbardziej przerażającą częścią kochania kogoś jest brak jakiejkolwiek pewności tego, co i w jaki sposób czuje druga osoba. Opierając się jedynie na jej słowach i gestach, śnimy po nocach o tym, że tęskni za naszym ciepłem tak samo mocno; że równie ciężko zasypia się jej w pustym łóżku i że też o poranku szuka naszej dłoni. Owładnięci domysłami obgryzamy ze strachu paznokcie i nieświadomie przesalamy po raz kolejny zupę. Przejeżdżamy na czerwonym świetle i znów zapominamy kupić w kiosku gazetę. Łapczywie wbijamy palce w słowa, którymi obdarza nas ta druga osoba, dryfując beznamiętnie po oceanie niepewności. Boimy się.
Ja jednak pozbywam się tego strachu i zastępuję go wiarą. W to, że rzeczy dzieją się w taki, a nie inny sposób, bo mają ku temu powód. W to, że jeśli dziś zasypiam sam, to tylko po to, bym jutro mógł zamknąć oczy wtulony w Twoje ciepło. W to, że w końcu nie boję się tego, co czuję.
Wiarą w Nas.
Mam 20 lat i tęsknię.
Tej jednej rzeczy nie oduczę się nigdy. I wciąż będę nad ranem szukał Twej dłoni. Wierząc, że w końcu ją znajdę.
Mam 20 lat i wierzę, że Ty też tęsknisz.
26.01.2014
Ty do mnie.
Kiedy z mapy znika Francja, a wesołe niedźwiadki taplają się niezgrabnie w kroplach herbaty z bergamotką, rozpoczyna się piękna historia. Kiedy trzęsące się wciąż po ostatnim wieczorze palce stukają w białe klawisze, zostaję obdarzony wspaniałą kawą i jednym z najpiękniejszych uśmiechów jakie widziało słońce. Czasem, gdy zamykam oczy, widzę dwie sylwetki wylegujące się beztrosko na letniej trawie, z ich warg spływają na ziemię słowa tak niepozornie ważne, że nawet wakacyjny upał nie pozwoli sobie na wtopienie ich w gorącą glebę.
Kiedyś zastanawiałem się nad tym, co powiedzieć, w jakie wyrazy ubrać moje wnętrze nim oddam Ci je we władanie. Skrupulatnie analizowałem historie, które być może zechcesz zatrzymać w małej szufladce swojego serca opatrzonej moim krótkim imieniem. Nigdy nie pozwoliłbym na to, by zapanował tam chaos i niebezpieczne przepełnienie. Teraz jednak, z każdym głębokim oddechem kiedy jesteś obok, uświadamiam sobie, że wiesz o mnie już wszystko. Stawia Cię to w znacznie lepszej pozycji, bo nawet ja nie doszedłem do takiego momentu, gdy wiedziałbym o sobie tak dużo. Dlatego w niektóre wieczory składam ręce i dziękuję za to, że jesteś. Za to, że kiedy zgubię się mniej lub bardziej zamierzenie na ścieżce do swojego wnętrza, Ty zawsze wskażesz mi właściwą drogę i poprowadzisz mnie nią za rękę.
Kiedy przychodzi noc, a gwiazdy z nieba spadają z ciężkim hukiem wyobrażam sobie, że 290km to dla nich ledwie pół kroku. Lubię myśleć o Nas jak o gwiazdach, jeśli egzystujemy nawet w innych galaktykach to wciąż dzieli nas jedynie wyciągnięcie ręki.
Z ciemnego firmamentu spływa na mnie uśmiech i wyciągam wówczas rękę z nadzieją, że zaraz ją złapiesz.
Tak zasypiam, kiedy jesteś nie tu
14.01.2014
"love is a smoke made with the fume of sighs" *
Zastanawiam się ostatnio nad istotą miłości. Prawdziwej, wielkiej, namiętnej, wiecznej, miłości w ogóle. Czy to możliwe, że współcześnie istnieje ona jedynie w formie wyświechtanego pojęcia, któremu nieuważnie przypisuje się magiczne właściwości? Czy to możliwe, że jest ulotnym złudzeniem, które opanowuje na moment umysł człowieka, a potem zostawia go na pastwę losu? "Wydaje ci się, że kochasz?! Radź sobie z tym sam!"
Coraz częściej odnoszę - z ogromną nadzieją, że mylne - wrażenie, że ludzie są ze sobą dla wygody. O ileż bardziej komfortowo żyje się, gdy pod ręką zawsze jest ktoś, kogo można przytulić zamiast poduszki. Ktoś, z kim można porozmawiać, zamiast opowiadać swoje historie głuchej ścianie. Ktoś realny, obok kogo można się położyć, zamiast wtulać się po raz kolejny w osamotnioną kołdrę. Jak wspaniale jest mieć z kim iść na spacer, zamiast znów podziwiać piękno pogody przez okno. Jak cudownie jest móc złapać kogoś za rękę, zamiast ponownie chować ją głęboko w czeluściach kieszeni płaszcza. Jak wygodnie jest żyć ze świadomością, że zawsze ktoś na nas czeka.
Może to tylko jakaś niecodzienna przypadłość mojego chorego umysłu, ale czy nie jest tak, że pośród wszystkich tych wspaniałości gubi się gdzieś prawdziwe uczucie? Czy ludzie wśród tego ogromu pozytywów bycia razem nie zapominają czasami o tym, co tak naprawdę jest istotne? A może namiętność, pasja, emocje i uczucia nie mają takiej wartości jaką zbyt idealistycznie chciałbym im przypisywać? Może to tylko ja postanawiam kochać na zabój, może tylko u mnie istnieje staroświeckie "wszystko albo nic"?
Uparcie pragnę wierzyć, że to tylko wymysły mojej wyobraźni.
Uparcie pragnę wierzyć, że miłość istnieje. Może to w jakiś, choćby nieduży, sposób pozwoli mi ją ostatecznie poznać...
***
Może to tylko jakaś niecodzienna przypadłość mojego chorego umysłu, ale czy nie jest tak, że pośród wszystkich tych wspaniałości gubi się gdzieś prawdziwe uczucie? Czy ludzie wśród tego ogromu pozytywów bycia razem nie zapominają czasami o tym, co tak naprawdę jest istotne? A może namiętność, pasja, emocje i uczucia nie mają takiej wartości jaką zbyt idealistycznie chciałbym im przypisywać? Może to tylko ja postanawiam kochać na zabój, może tylko u mnie istnieje staroświeckie "wszystko albo nic"?
Uparcie pragnę wierzyć, że to tylko wymysły mojej wyobraźni.
Uparcie pragnę wierzyć, że miłość istnieje. Może to w jakiś, choćby nieduży, sposób pozwoli mi ją ostatecznie poznać...
* William Shakespeare
***
...i noc
11.01.2014
niezaspokojenia.
Spojrzał w lustro przygotowany na uderzenie. Zamiast tego, jego odbicie utworzyło ze swych ust coś na wzór uśmiechu. Odwzajemnił ten niecodzienny grymas, a w jego oczach pojawiła się jakaś wyniosła zarozumiałość, pozwalająca mu wierzyć w wydarzenia ostatniej nocy. Z narastającą gdzieś wewnątrz pewnością siebie wyprostował się i powiedział na głos to, o czym jeszcze niedawno nie planował nawet rozmyślać: mam na imię ..., mam 20 lat i chyba w końcu zaczynam być szczęśliwy.
Od kilku dni nieustannie krążyła za nim chęć sięgnięcia po papierosa. Jednak w porównaniu z tym, co teraz mogło na niego czekać, ta niezgrabna kupka popiołu nie wydawała się już równie kusząca. Postanowił wymieść ze swoich wnętrzności resztki zszarzałego dymu, ofiarować się przyszłości w nowej, być może lepszej odsłonie. Gdzieś od dołu jego nerki podgryzała niepewność, brak obietnic i nieumiejętność wizualizacji obecnego stanu rzeczy. "Gdyby jednak", pomyślał, "wszystko było z góry wiadomo, nic w życiu nie byłoby tak ekscytujące". Nie miał pojęcia co czeka na niego jutro, nie umiał również wyobrazić sobie innego rozwoju wypadków. Powoli zaczynał mieć nadzieję...
"nie mogło być inaczej"
Od kilku dni nieustannie krążyła za nim chęć sięgnięcia po papierosa. Jednak w porównaniu z tym, co teraz mogło na niego czekać, ta niezgrabna kupka popiołu nie wydawała się już równie kusząca. Postanowił wymieść ze swoich wnętrzności resztki zszarzałego dymu, ofiarować się przyszłości w nowej, być może lepszej odsłonie. Gdzieś od dołu jego nerki podgryzała niepewność, brak obietnic i nieumiejętność wizualizacji obecnego stanu rzeczy. "Gdyby jednak", pomyślał, "wszystko było z góry wiadomo, nic w życiu nie byłoby tak ekscytujące". Nie miał pojęcia co czeka na niego jutro, nie umiał również wyobrazić sobie innego rozwoju wypadków. Powoli zaczynał mieć nadzieję...
"nie mogło być inaczej"
5.01.2014
dwa tysiące czternaście vol.1.
Kiedy przy ostatnim podmuchu wiatru tamtego dnia Twoje usta splotły się na ułamek sekundy z moimi, niemym wzrokiem podążyłem za krążącymi wokół mojego umysłu postanowieniami. Jeżeli każdy dzień dane jest nam przeżyć tylko raz, jeżeli każdy dotyk Twoich dłoni może być tym ostatnim, to dlaczego rezygnować ze wspaniałej ulotności tych magicznych chwil? Nigdy więcej nie zdarzy nam się to wczoraj, a Twoje wargi nigdy już nie będą identycznie miękkie jak ostatniego popołudnia.
Gdy byłem małym chłopcem, moja babcia powtarzała mi, że "jak kraść, to miliony, a jak kochać, to księżniczkę". Jak bądź, nie wymagam ani miliona księżniczek, ani księżniczki z milionami. To, czego naprawdę chcę i potrzebuję poniewiera się już niedaleko poza moim poznaniem. Pewność siebie przychodzi łatwo tylko nocą w czterech ścianach łóżka. Schowani w pościeli, owinięci kokonem nieprzystępności, snujemy w głowie scenariusze lepszego jutra.
Ja jednak opuszczam swoją małą kryjówkę. Coraz odważniej rozdzieram swój kokon i powoli przestaję wierzyć w bajki. Jeżeli mogę spędzić noc na planowaniu idealnych chwil lub przeżywać je tej nocy z Tobą, od teraz wybieram ten drugi scenariusz.
Nie wiem kim jesteś, nie wiem kim jestem ja, wiem tylko jedno - jeżeli każda sekunda Twojego spojrzenia jest unikalna i niepowtarzalna, chcę przeżywać każdą z nich i celebrować je z należytym oddaniem.
Mam nadzieję, że mi pozwolisz
Ja jednak opuszczam swoją małą kryjówkę. Coraz odważniej rozdzieram swój kokon i powoli przestaję wierzyć w bajki. Jeżeli mogę spędzić noc na planowaniu idealnych chwil lub przeżywać je tej nocy z Tobą, od teraz wybieram ten drugi scenariusz.
Nie wiem kim jesteś, nie wiem kim jestem ja, wiem tylko jedno - jeżeli każda sekunda Twojego spojrzenia jest unikalna i niepowtarzalna, chcę przeżywać każdą z nich i celebrować je z należytym oddaniem.
Mam nadzieję, że mi pozwolisz
kimkolwiek jesteś Ty
Subskrybuj:
Posty (Atom)