19.08.2011

nocą.

nocą nawiedzają mnie zakopane gdzieś głęboko pod grubą warstwą kurzu wspomnienia, wcale nie tylko te przyjemne choć nie powiem w znacznej większości i wtedy często przychodzi ten moment, że potrafię się uśmiechnąć przez sen. lubię śnić ale o snach kiedy indziej.
nocą bezpowrotnie odchodzą niespełnione marzenia minionego dnia, nie mogę czekać dłużej one też mają swój termin ważności, zepsute zalegają w ciemnych zakamarkach duszy i wpuszczają do krwiobiegu truciznę, tak słodką że aż chce się jej więcej i więcej a potem docierają do mózgu i.
i trzy kropki. każdy wie dobrze co jest potem, a jak nie wie to znaczy najprościej że nigdy nie marzył tak naprawdę, albo ewentualnie wszystkie marzenia jakoś mu się do tej pory urzeczywistniały. jeśli to zazdroszczę. 
nocą też nie wiem czy wiecie i może wam i różnym innym ludziom też się to zdarza, ale nocą oddycha mi się dużo lepiej niż dniem, płuca wypełnione nocnym powiewem wiatru tak świeżym i niepowtarzalnym jak żaden inny wiatr w ciągu dnia kołaczą radośnie w piersi a ja tylko stoję i oddycham.
lubię zaciągać się nocą. nocą można się naćpać jak niczym innym.
noc to mój narkotyk. 

14.08.2011

tylko na chwilę.

kochanie, nie będziemy już dłużej przeskakiwać tak z kąta w kąt. w naszych życiach robi się coraz mniej miejsca, nie możemy przecież pozwolić sobie na upadek, nie podniesiemy się a jeśli może nawet, to jakieś mikroelementarne cząstki naszych dusz opadną kurzem na podłogę i już ich nie odzyskamy. było miło szczególnie z początku kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy o sobie nic, kiedy tylko trzymaliśmy się za ręce i było ciepło i nie wiedzieliśmy kogo te ręce trzymały wcześniej, ile niewidocznych blizn ukrywają pod swoją miękką fakturą. 
mieliśmy przecież tylko pospacerować a jakoś tak zasiedzieliśmy się w swojej codzienności, nie było mowy o rutynie ale powoli coraz częściej dawało się odczuwać stopniowe przyzwyczajenie. nie wolno się przyzwyczajać bo potem życie jakoś tak trudniej idzie naprzód, i chociaż wydaje ci się że może nawet się cofa, to ono idzie, bardzo powoli ale idzie. tylko nie do końca wie gdzie zmierza. 
nie możemy się do siebie przyzwyczaić, przestańmy się na chwilę znać, nie będziemy rozpoznawać się na ulicy i nie będziemy do siebie dzwonić i mówić jak nam dzień minął, samotnie trochę i może lepiej byłoby razem, ale na razie tak nie można. przestańmy się na chwilę znać, a potem poznamy się na nowo i przespacerujemy się i kto wie może nawet znów się trochę zasiedzimy. 

przestańmy się na chwilę znać. 

4.08.2011

wisieć w przestrzeni.

niepozornie zamykam się w sobie, zaciśnięte usta niemą kreską rysują się na obliczu, kłykcie już pobielały, jakiś ostatni impuls pędzi nerwami do mózgu, krzyczy że boli, boli, ale ten mózg też już zamyka się w sobie.
uodporniłem się chyba na ból, ten zadawany przez siebie tak myślę, często już nic nie czuję choćbym chciał, zresztą to może i dobrze bo nieadekwatne byłoby do stanu w jakim wiszę już dłuższą chwilę czucie czegokolwiek. 
swoją drogą to ciekawe że doszedłem w życiu do takiego momentu, gdy zauważam jak zmieniło się moje ja, gdy może trochę jak przez mgłę pamiętam jakie ono zwykło być w jakimś nieodległym momencie w przeszłości. pragnienia odurzają mnie, ich nieposkromione szpony chciwie obłapiają każdy centymetr kwadratowy mojego umysłu, coraz mocniej i boleśniej przebijają się przez tkaną latami barierę dystansu do świata. nie wiem co się dzieje, czy nie lepiej byłoby jednak schować się głęboko w czeluściach ciemności.
wziąć do ręki papierosa i szklankę z whisky. i tak wisieć w przestrzeni z dala. 

***

I'm sippin' the whiskey, 
it tastes so good
I used to look for a friend
but no one ever would
know me
as a friend should do

So I'm here alone with the whiskey in my hand
I'm gonna get drunk with my one and only friend

3.08.2011

całkiem poważnie.

niebo płacze nade mną, ciężkie łzy świata spadają wcale nie-obojętnie, zaraz któraś mnie przygniecie, zabity żalem wszechświata będę. 
patrzę, przecież wcale nie-obojętnie, obserwując nie rozumiem dlaczego-było, dlaczego-nie ma, dlaczego-jest.
no jakże, możesz wziąć wszystko co mam, możesz mnie złamać, możesz wcale nie-obojętnie przejść kiedy leżąc pod kocem doświadczeń, na granicy życia i z zamkniętymi oczami, ostatnim tchnieniem powiem ci miłość. 
jeśli kiedyś uchwycę cię w kadr mojego życiorysu, nie zapomnij proszę podrzeć wspomnień, całkiem nie-obojętnie możesz wyrwać, pozwalam, to twoje zdjęcie. 
bez jednej fotografii opustoszeje mi życie, ale niech będzie puste, niech będzie, zamiast wypełnione tobą. skończmy to czym prędzej, nie żartuję, skakanie w kółko było przyjemne kiedy jeszcze oboje nie rozumieliśmy do czego ono prowadzi. kręci mi się już w głowie, nie chcę w kółko. nie chcę skakać. chcę iść przed siebie. mówię poważnie, nie ma żartów, to się źle dla kogoś skończy, zresztą chyba każdy wie dla kogo, nie chcę wcale  żeby coś mu się stało. nie znowu.


mówię poważnie, nie ma żartów.