Niekoniecznie lubię, gdy coś w moim życiu dobiega końca, kurczy się i znika w czeluściach przeszłości. Choć życie nauczyło mnie, że nic nie trwa wiecznie, są rzeczy z których kresem pogodzić się przychodzi mi o wiele trudniej. Nie lubię żyć ze świadomością, że tyle jeszcze w życiu stracę, nie ja tylko, my wszyscy, ale przecież takimi prawami rządzi się ten świat, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.
W ostatni dzień roku w mojej głowie roi się od natłoku emocji, skojarzeń i wspomnień. Myślę wtedy chyba o wszystkim, o czym staram się nie myśleć przez pozostałe trzysta sześćdziesiąt cztery dni. To źle, tak wiem, wiem to od dawna, ale wiem też również, że jestem kim jestem i trudno jest to zmienić.
Wiesz, a właściwie to myślę, że może jednak Wiecie, czasami zastanawiam się, jak wyglądałby świat beze mnie. Nie, nie mam samobójczych zamiarów, aż tak ogromnych pokładów odwagi we mnie nie znajdziecie. Choć mówi się przecież, że to oznaka tchórzostwa, to jednak jak odważnym trzeba być tchórzem, żeby odebrać sobie życie.
Myślę sobie, jak zachowaliby się poszczególni ludzie na wieść, że mnie już nie ma. Tak, już dawno odkryłem, że mam zrypany umysł, nie trzeba mi tego uświadamiać.
Chyba boję się tego, co może przynieść następny rok, a może tak mi się tylko wydaje. Nie wiem czy, przede wszystkim, moje serce jest przygotowane na kolejne wzloty i upadki. I niby dużo w tej kwestii zależy tylko ode mnie, ale czy tak naprawdę jesteśmy istotami niezależnymi...?
Nie chcę już myśleć, chcę siąść z kieliszkiem w jednej i papierosem w drugiej ręce i z uśmiechem, być może lekko fałszywym, a na pewno trochę niepewnym, ale uśmiechem przywitać ten Nowy Rok.
I choć rozpocznę go w towarzystwie osób, które są dla mnie ważne, to jednak jest kilkoro takich ludzi, których tej wyjątkowej nocy będzie mi szczególnie brak. I chyba między innymi dlatego uparcie nie chcę wierzyć, że ta noc będzie odzwierciedleniem całego przyszłego roku.
A teraz czeka na mnie szampan, trochę mocniejszych trunków, ludzie bez których to nie byłoby to i wspaniała zabawa. I jeszcze jeden taniec z kobietą w szpilkach.
Lubię żyć.

