30.10.2012

lateness of the hour.



Wczoraj siedziałem na podłodze i zbierałem miniaturowe kawałki szkła.
Potem przez całą noc sklejałem jeden z drugim.
Ułożyłem to lustro na nowo, tylko po to, żeby dzisiaj znów znienawidzić swoje odbicie.

Nie umiem już patrzeć na tego człowieka po drugiej stronie. Nie umiem już zagłębić się w szarości jego oczu i dowiedzieć się o czym myśli. Nie wiem kim jest, nie wiem gdzie był, wiem że nie chcę go znać.

Przepraszam za jutro.
Potłukło się

28.10.2012

pierwszy śnieg.

miliony małych mrówek delikatnie oplatają Twoje ciało.
łaskocze, prawda? to takie przyjemne uczucie
chodzą w górę i w dół, w lewo i w prawo, i po skosie, są wszędzie, nigdy nie lubiłaś mrówek, ale są w końcu takie drobne i niepozorne, szkoda
ich
zbieram je powoli, każdą z osobna, odkładam na bok ale jest ich wciąż więcej
i więcej
wiesz, tak bardzo bym chciał
chciałbym móc Ci pomóc
ale nie mogę
stoję tak i nie mogę wyciągnąć Cię z mrowiska
jeszcze nie

jutro będziesz cała w bąblach 
one jednak gryzą
ale nie bój się śniegu
niedługo wyrosną tu nowe kwiatki



śnieg stopnieje 

22.10.2012

jeżobójca.

Don't wanna lose you

Jeże wymierają. Ich całkiem niewielka populacja maleje jeszcze bardziej z każdym nieodwzajemnionym uśmiechem i z każdą odepchniętą telepatyczną myślą. Kiedy przemykają po cichu między tonami jesiennych liści w ich czarnych oczach widać małe ogniki strachu.
Jeże nie chcą umierać. Zostały przecież stworzone po to, by na ich małe grzbiety beztrosko spadały jabłka, by mogły bawić się ze sobą na swój wyjątkowy sposób i być po prostu najbardziej jeżowymi jeżami na świecie. 
Jeże nie zostały stworzone po to, by umierać. Ale do ich zabijana stworzony został jeżobójca, który bez cienia refleksji pozbawia życia każde małe jeżowe ciałko jakie napotka. Którego chory umysł pozwala mu na odprawianie tego samego, okropnego rytuału z każdym jeżem, który stanie mu na drodze. Jeżobójca z precyzją chirurga wyrywa jeżom każdy mały kolec po kolei, a potem z pustym wzrokiem wbitym w przestrzeń wbija te kolce w tę niewielką, miękką część jeża z drugiej strony. 

Jeże umierają. Przy kolejnym małym zabójstwie po policzku jeżobójcy spływa samotna łza. On tak bardzo chciałby przestać, pokazać jeżom jak bardzo je kocha, jak wspaniałymi są zwierzętami, ale...
...czy jeżobójca kiedykolwiek może przestać być jeżobójcą...?
help me with making this possible
...don't wanna lose
today more than ever

10.10.2012

filozofia niczego.

Jestem tak bardzo zmęczony patrzeniem na was ludzie. Nie ma we mnie już więcej iskier zapalających jakąś ironiczną chęć do bycia, tu z wami, tam z wami, bez was i w pobliżu. Gdzieś między wczoraj a jutrem zagubiłem możliwość obiektywnej oceny sytuacji, teraz już wszystko wydaje się szare, wasze wyblakłe twarze wychodzą z ukrycia, straszą mnie pustymi oczodołami, a potem jak gdyby nigdy nic chowają się w kąt, by zaraz pojawić się ponownie. Nie umiem już spoglądać na wasze białe szeroko-szczere uśmiechy, zastanawiam się co zrobiliście z Tymi ludźmi, czy to alternatywny świat czy po prostu alternatywny ja?
Multum emocji kłębi mi się gdzieś pod kolanem, gdyby chmury nie płynęły tak spokojnie po niebie pewnie pomyślałbym, że skończył się już świat. To dobrze, że jesteście tak daleko, chociaż momentami nie wiem dlaczego, ale to naprawdę dobrze, moje dłonie teraz tylko przenikają przez was, ogarnia je wtedy lekki i kłujący chłód waszej bliskości. Lubię kiedy mnie nie ma, ostatnio nawet bardziej niż kiedy jestem, z okazji tej szczęśliwej okoliczności chciałem powiedzieć wam tylko jedno: koniec.

                                          moje psychodeliczne ja na środowy wieczór

5.10.2012

nocą na moim osiedlu.

Nocą na moim osiedlu w pustych oknach jarzą się puste żarówki. Swoim matowym sztucznym światłem otulają ulicę pogrążoną w makabrycznym tańcu ironii z mgłą. W pustych mieszkaniach, pełnych pustych ludzi toczy się piekielna kłótnia o żywot tu teraz i na zawsze.
Ktoś gwiżdże niedbale za rogiem, opuszczony pies skomle o kilka chwil życia więcej, ale jest tu tak poza tym strasznie cicho, gdzie nie spojrzeć to pustka i ciemność spowijają każdy centymetr kwadratowy powierzchni.
Puste dusze spoglądają nieśmiale zza firanek, wtapiają swe ciemne oczy we wszechogarniający granat zmierzchu. Boję się, ich pustka przenika mnie na wskroś, są wszędzie, wszędzie tam gdzie nie powinno ich być. W jakiś cudowny sposób pożerają mnie niemym krzykiem własnego bólu. Odchodzę.

Ale jest tu tak poza tym strasznie cicho. Podaj mi rękę...