the deepest memories last forever
Nieśmiało, jak pierwsza gwiazda na marcowym niebie, zerkam przez ramię ludziom mijanym na ulicy. Wspaniałomyślnie lawiruję między ich uczuciami, bezszelestnie przewijam się wzdłuż i w poprzek zmuszony koniecznością chwili. Na długo wpełzam im pod najgłębszą warstwę skóry i pasożytniczo karmię się ich cierpieniem, wgryzam się niedelikatnie zostawiając niewielkie kryształki jadu, by potem delektować się ich wszechobecnym bólem. Nieświadomie i bezwiednie oddają mi się we władanie, uwielbiam czerpać z ich niekończących się źródeł smutku, potem tylko porzucę ich na bezdrożu psychiki, pozbawionych emocji i umiejętności życia.
Bezczelność staje się drugim imieniem mojego alter ego, a wrodzona arogancja każe mi sądzić, że zakleszczy się tam na długo. Kocham wszystkie te negatywy dookoła, myślę, że nie pochodzę od Adama ani Ewy, a raczej od Węża, który spierdolił całą rajską rzeczywistość i zostawił ludzkość na pastwę dwudziestu jeden wieków wielkiego nic.
Uciekam w moją wężową osobistość, którą jak skórę zrzuciłem dawno temu, tam było najwygodniej i najlepiej cierpiało się na życie.
Ale nie, tak poza tym to BAWIĘ SIĘ ŚWIETNIE.
they last forever
even if you don't want them to
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz