"Jest taki dzień, tylko jeden, raz do roku...", jest taki dzień, na który wszyscy czekają z niewytłumaczalnym utęsknieniem. To zabawne, że jeszcze do niedawna mogłem powiedzieć to samo o sobie. Zmiana priorytetów wydaje się być wprost proporcjonalna do wieku, śmieję się z siebie, to takie zabawne że pada deszcz.
Dzisiaj nie widzę na niebie nic ciekawego, z kuchni dochodzę mnie jedynie niecodzienne zapachy, tak poza tym żyję dziś tak samo zwyczajnie jak wczoraj i jak będę żył jutro.
Od dłuższego czasu nie życzę sobie już niczego, staram się dotrzymywać kroku teraźniejszości i czerpać z tego względną stabilność. Uczucia i głębsze emocje ślizgają się po moim sercu tak, jak ludzie po dzisiejszym lodzie, wrażliwość topnieje z każdą niewidzialną kroplą deszczu niczym tegoroczny śnieg, a uśmiech odleciał już dawno, czasami tylko pojawia się w postaci swego fałszywego brata bliźniaka. Widocznie kiedyś nadchodzi taki moment, gdy dwudziesty czwarty dzień grudnia pozostaje beznadziejnie zwykłym dniem, który ma taki sam brak znaczenia, jak każdy inny dzień.
Skoro nie życzę już sobie, to ludziom na świecie życzę dzisiaj tylko tego, aby w ich kalendarzu było wciąż wiele dni, które mają znaczenie. Z dzisiejszym na samym czele. Ja dziś wyjątkowo zjem tylko inne niż zwykle potrawy, a potem poczekam na kolejny normalny dzień.
WESOŁEGO ludzie :)
24.12.2012
16.12.2012
fog's taking over.
Spójrz, ostatni płatek śniegu topnieje na Twojej powiece. Zachowujesz się tak naturalnie, całkiem zwyczajnie pocierasz o siebie zmarznięte dłonie, całą sobą mówisz mi, że nic się nie stało. Patrzę na Ciebie i zamieram z przerażenia, dolna warga oderwała się od reszty twarzy i z łoskotem rozbiła u Twoich stóp. Patrzysz na mnie, namiętnie zerkasz na moje wargi, które jeszcze są na swoim miejscu. Chcę Cię mieć dla siebie, tylko tu i tylko teraz, ale chwilę zapomnienia przerywa kolejny hałas. To Twoja lewa dłoń, podzieliła właśnie los dolnej wargi. Spokój słów, którymi mnie oplatasz eliminuje narastający strach. Boję się, nie wiem dlaczego znikasz, tak niecodziennie kawałek po kawałku, ale odczuwam przez to jeszcze większą potrzebę Ciebie.
Dlaczego jesteś tak blisko, dlaczego na policzku czuję Twoją dłoń, tę która się ostała? Dlaczego sprawiasz, że umysł zalewają mi tysiące halucynacji, dlaczego bawisz się ze mną w tak wyrachowany sposób, dlaczego powodujesz ból Twojego nieistnienia w każdej mojej komórce?
Nie chcę wiedzieć, co z tego było prawdą. Chcę tylko zatrzymać w pamięci zapach popiołu, którym stałaś się zaraz po tym, jak ostatni fragment Ciebie rozbił się o ziemię.
Nie powiem Ci tego już nigdy. Nie chcę czuć, jak moje usta układają się w te słowa, nie chcę myśleć, że jestem zdolny do takich odczuć.
Wolę zostać tu gdzie jestem, w nieświadomości Twojego niebytu.
Szkoda, że nigdy nie istniałaś...
Dlaczego jesteś tak blisko, dlaczego na policzku czuję Twoją dłoń, tę która się ostała? Dlaczego sprawiasz, że umysł zalewają mi tysiące halucynacji, dlaczego bawisz się ze mną w tak wyrachowany sposób, dlaczego powodujesz ból Twojego nieistnienia w każdej mojej komórce?
Nie chcę wiedzieć, co z tego było prawdą. Chcę tylko zatrzymać w pamięci zapach popiołu, którym stałaś się zaraz po tym, jak ostatni fragment Ciebie rozbił się o ziemię.
Nie powiem Ci tego już nigdy. Nie chcę czuć, jak moje usta układają się w te słowa, nie chcę myśleć, że jestem zdolny do takich odczuć.
Wolę zostać tu gdzie jestem, w nieświadomości Twojego niebytu.
Szkoda, że nigdy nie istniałaś...
9.12.2012
grawitacja.
Pękło coś we mnie, złamało się i narodziło na nowo. Spojrzałem w jej oczy, a potem w oczy innej i następnej, i jeszcze jednej i znalazłem tam TO, to coś czego szukałem ostatnio z wiadomym opłakanym skutkiem. Bezgranicznie zaufałem innym, bo przecież zapodziałem gdzieś sam siebie, ale teraz już wiem na pewno, powracam ze zdwojoną siłą do starych nawyków, dziękuję Wam kochani, bez Was nie dałbym rady.
Koniecznie muszę utopić gdzieś ostatnie cztery miesiące, zostawię sobie tylko mały ich skrawek, dla własnej niepohamowanej przyjemności. Będzie teraz tak jak być powinno od zawsze. Chwile słabości są wspaniałe, są też wspaniale ulotne, kończą się lekko obolałą głową. Dlaczego więc nie zamienić słabości w przyjemność, nie cieszyć się nią bez widma nadchodzącej klęski, nie przeżywać jej dwukrotnie bardziej, a rano cieszyć się czystym umysłem i uśmiechem od losu?
TAK miało być od zawsze, przepraszam że pozwoliłem sobie na trochę za długo obrać inną ścieżkę.
Teraz wracam. Jakie to piękne. I głębokie.
Życie jest wspaniałe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)