16.07.2012

until death do us part.

Zakręcony ból pełza bezszelestnie między kośćmi, przeciska się najmniejszym ubytkiem, wędruje w górę. Jego chude silne ręce spowijają lewe płuco, paznokciami drażni delikatną powłokę serca, na moment odzywa się w uchu tylko po to, by zaraz znów powędrować do kolan przy okazji zatapiając swe zęby w okolicach bioder. 

Niespodziewanie nastał czas odliczania wstecz, a nie naprzód, do tego jakieś ostatnie resztki zdrowego rozsądku nakazują niepokornemu duchowi zaprzyjaźnić się z jego przyszłością. Najpiękniejsze fotografie już wyblakły, najważniejsze blizny zarosły już dawno temu, gdzieś musi mimo wszystko znaleźć się miejsce na nadchodzące życie. Beznadziejność posiadania marzeń chyba jak nigdy wydaje się największą karą za występki młodości. Oto ten moment, by wziąć za rękę swą przyszłość i ślubować jej miłość, wierność i uczciwość. Później nie będzie już na to czasu. 

To zabawne, że za długo leżąca w lodówce ostatnia limonka przywdziewa futerko. 

Zostałem sam, stoję przed ołtarzem, szafarz życia niecierpliwie przestępuje z nogi na nogę.
Nie możemy czekać dłużej, przecież tam za drzwiami czekają w kolejce inni. Niesprawiedliwym byłoby odbierać im szansę na lepsze jutro, spędzone już razem.
Nieważne. Gdziekolwiek jesteś moja Przyszłości, ślubuję Ci siebie. 

I że Cię nie opuszczę aż do śmierci. 

A.D. 13.07.2012