Myślałem kiedyś, że Twój oddech będzie źródłem mojego tlenu.
Że łaskawością swych miękkich dłoni obdarzysz mnie na dobranoc, dotykając niemo mojej piersi.
Myślałem, że bezkresny granat Twych oczu pochłonie mnie nocą, kiedy z zachwytem będziesz przyglądać się moim nieruchomym powiekom.
Wierzyłem, że zatopieni w sobie odkryjemy nowe gwiazdy w nowych galaktykach.
Że Twoje nagie ciało oplecie mnie gorącem miliona zakończeń nerwowych, a perwersyjność Twoich słów pozwoli nam trwać w nieskończoność.
Myślałem, że wierzyłem. Powiedziałaś: "patrz, gwiazdy wstają na horyzoncie". Kurczowo trzymałem Twoją łydkę, kiedy wychodziłaś przez tamte drzwi.
Koniec był piękniejszy, niż przewidywano.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz