25.02.2014

mam 20 lat i tęsknię.

Kiedy po raz kolejny znikasz za rogiem, zachłannie próbuję złapać oddech, choć moje płuca konsekwentnie odmawiają przyjmowania tlenu. Drżącymi rękami sięgam w Twoją stronę z nadzieją uchwycenia choćby jednego niewidocznego atomu zapachu, który zostawiasz odchodząc. Znów wracam do pustego pomieszczenia, które nieustannie próbuje zamordować mnie brakiem Twojej obecności. Leżąc pod za dużą kołdrą, w kółko spalam się i powstaję z popiołów, kurczowo trzymając się wizji zbyt odległego "niedługo". 

Rankiem, nim jeszcze ofiaruję moim oczom piekące światło dnia, błądzę bezwiednie po za dużym łóżku szukając Twojej dłoni. W te dni, gdy ku ogromnemu smutkowi, okraszonemu cichym łoskotem serca opadającego na dno żeber, nie znajduję jej w pobliżu, kolejnym czarnym iksem odliczam w kalendarzu godziny do momentu, kiedy wiem, że będzie czekać na mnie obok. 

Wpatrując się ostatniej nocy w mikroskopijne cząstki Twojego oddechu, wędrujące niespiesznie w stronę sufitu, zrozumiałem, że tlący się w mnie od zawsze strach musiał powędrować tam z nimi, gdy pierwszy raz podziwiałem Twoją spokojną twarz pogrążoną we śnie. Jeżeli kiedyś bałem się wyjść naprzeciw temu, co wypełnia mnie od środka i zawzięcie zwalczałem to w zarodku, teraz chwytam to pełen nadziei i wyciągam na światło dzienne, licząc że nie spłonie zbyt szybko, smagane wrzącymi językami słońca. 

Najlepszą i jednocześnie najbardziej przerażającą częścią kochania kogoś jest brak jakiejkolwiek pewności tego, co i w jaki sposób czuje druga osoba. Opierając się jedynie na jej słowach i gestach, śnimy po nocach o tym, że tęskni za naszym ciepłem tak samo mocno; że równie ciężko zasypia się jej w pustym łóżku i że też o poranku szuka naszej dłoni. Owładnięci domysłami obgryzamy ze strachu paznokcie i nieświadomie przesalamy po raz kolejny zupę. Przejeżdżamy na czerwonym świetle i znów zapominamy kupić w kiosku gazetę. Łapczywie wbijamy palce w słowa, którymi obdarza nas ta druga osoba, dryfując beznamiętnie po oceanie niepewności. Boimy się.

Ja jednak pozbywam się tego strachu i zastępuję go wiarą. W to, że rzeczy dzieją się w taki, a nie inny sposób, bo mają ku temu powód. W to, że jeśli dziś zasypiam sam, to tylko po to, bym jutro mógł zamknąć oczy wtulony w Twoje ciepło. W to, że w końcu nie boję się tego, co czuję. 
Wiarą w Nas. 

Mam 20 lat i tęsknię. 
Tej jednej rzeczy nie oduczę się nigdy. I wciąż będę nad ranem szukał Twej dłoni. Wierząc, że w końcu ją znajdę.
Mam 20 lat i wierzę, że Ty też tęsknisz.