29.06.2011

melancholiczności.

Czasem jeździł pociągami. Lubił stawać w oknie i patrzeć jak szybko przemija świat, poczuć się jakby leciał. Wysiadał na różnych stacjach, bo przecież nie jeździł po to, żeby dojechać do jakiegoś celu. Zakładał ciemne okulary i szedł przed siebie w nadziei, że gdzieś dojdzie. Chodził nieznanymi uliczkami i obserwował nieznane twarze. Mijał setki miejsc i ludzi, których miał już nie ujrzeć. 
Momentami siadał i płakał. Po policzkach nie ciekły mu łzy, nie miał czerwonych i podkrążonych oczu, przecież faceci nie płaczą, tak mu zawsze powtarzali. Po prostu siedział, z papierosem w ręce, otoczony dymem, który powoli stawał się jego przyjacielem. Siedział, a szare łzy popiołu spadały lekko na ziemię. Tak, to płakał jego truciciel. Truciciel-przyjaciel. 
A potem wracał do domu chociaż już sam nie wiedział, gdzie jest dom. I zdarzało się tak, że siadał, odpalał kolejnego przyjaciela a obok w lekko nadtłuczonej szklance ostatnie krople whisky spoglądały na niego i chociaż nie chciały nic mówić, on je rozumiał. Taki już był. 

27.06.2011

niewzruszenia.

Często zastanawiał się nad tym, co robią inni. Jakie tajemnice skrywają ich oczy, czego nie mogą wypowiedzieć ich usta. Jego myśli zaprzątała dziewczyna spotkana rankiem w autobusie, myślał po prostu co robią takie dziewczyny w wolnym czasie. Bo przecież nie umawiają się z takimi facetami jak on. Na pewno nie. 
Chodził po mieście, spoglądając raczej przed siebie. Rzadko patrzył w niebo, jego idealistyczne ja umknęło gdzieś w natłoku życia. Wolnym krokiem marzyciela, z którego marzenia uleciały już dawno, snuł się między drzewami obserwując ludzi. Odnajdywał nieskrywaną i niewytłumaczalną przyjemność w spoglądaniu ludziom w oczy. 
Na Ulicy Dusz sprzedał już dawno swoje wnętrze. Było lekko nadpsute, pachniało starością, na krawędziach pojawiła się rdza. Bezskutecznie próbował odnaleźć siebie, przemierzył przecież już tyle, zszedł niezliczoną ilość Pchlich Targów, szukając gdzieś jakiejś cząstki swojego ja. Bez efektu.
Lubił siadać na ławce, schowanej gdzieś głęboko w zielonych czeluściach parku, i patrzeć. Oczami wyobraźni na świat. Lubił także stawać w bramie, szczególnie kiedy padał deszcz, i zapalić papierosa. Wciąż najbardziej cieszyły go momenty, gdy mógł w tej bramie odpalić jednego papierosa od drugiego. I nawet wypowiedzieć słowo, albo kilka. Ale takich momentów było coraz mniej. Obserwował dym unoszący się spomiędzy palców, wdychał go nieświadomie, choć wciąż sprawiało mu to przyjemność. Niszczył się, wiedział nawet o tym, bardzo dobrze. Chyba lubił się niszczyć. Wmawiać sobie, że nieświadomie. Tak. Zdecydowanie lubił się niszczyć. Taki już był. 

25.06.2011

jestem wolny.

jestem wolny.

zrozumiałem. dotarło. przejrzałem.

jestem wolny.
całkowicie i nieograniczenie wolny.
nic mnie nie trzyma. nigdzie.
sam mogę decydować co/kto i czy w ogóle mnie gdzieś trzyma.
sam mogę decydować co/kto i czy w ogóle jest dla mnie ważne.
nikt do niczego mnie nie zmusi.
każdy ma swoją wolność. każdy odkrywa ją inaczej. 
nie muszę słuchać niczyich rad.
to moje życie.
popieprzone, ale moje.
jak postanowię pójść i w ciemnej uliczce utopić swoją przyszłość, to zrobię to.
i nikt mnie nie powstrzyma.
N I K T
jeśli zechcę zmoknąć na deszczu śmierci.
albo sparzyć się ogniem uczucia.
albo zamarznąć w śniegach przyjaźni.
zrobię to.
bez pozwolenia, którego i tak nie potrzebuję.

i tak. słyszałem gdzieś kiedyś, że mamy taką wolność, jak długi jest nasz łańcuch.
a ja swój przegryzłem.
przez ostatnie naście lat bezproblemowej egzystencji tępiłem zęby o każde jedno ogniwo. 
ten łańcuch był za krótki. 
czas się zerwać.

***

ja jestem wolny 
mam swoje zdanie
to czego pragnę
to świat bez granic



18.06.2011

brak wolnych pokoi.

jestem hotelem.
miejscem, do którego przychodzą ludzie ze swoimi problemami.
czasem potrzebują rozmowy.
czasem chwili milczenia.
czasem ciepłego miejsca do snu.
i ja to lubię.
w końcu nie bez powodu jestem hotelem.
hotel ma swoje zadanie.
staram się je wypełniać.
ale wiecie co?

czasami w hotelu brakuje miejsc.
czasami niektóre pokoje są w takim stanie, że nie ma już do nich wstępu.
nie można spać na korytarzu.
blokuje się wtedy przejście innym.
nie można snuć się po hotelu w oczekiwaniu na pokój.
trzeba wyjść.
i zrezygnować.
albo wrócić za jakiś czas. zapytać o wolne pokoje.
nie można chować się po hotelu.
sypiać w magazynkach.
w końcu i tak znajdzie nas obsługa.
wyrzuci. umieści na czarnej liście.

***
czasami żałuję, że nie mogę po prostu stanąć.
po prostu stanąć, gdzieś na środku, i zacząć krzyczeć.
nicią niecenzuralnych wyrazów udziergałbym pajęczynę emocji.

kiedyś to zrobię.
proszę, nie przejmujcie się mną.
przejdźcie obojętnie, nie zwracajcie uwagi.
wykrzyczę się i znów ucichnę.
na długi czas.
obiecuję.

***
jestem hotelem.
aktualnie brak wolnych pokoi.
za utrudnienia przepraszamy. 

16.06.2011

ostatni papieros miłości.

chciałbym Ci powiedzieć tyle. 
ale nie mogę.
chciałbym Ci powiedzieć wszystko.
ale Ty nie chcesz mnie słuchać.
odwracasz głowę i niepozornie wyłączasz się na mnie. 


chciałbym, żebyś wiedziała tak dużo.
ale Ty nie chcesz nic wiedzieć.
nie zmuszę Cię przecież do poznania prawdy. 
nie przyjdę przecież i nie opowiem Ci.


o Tym. 
i o Tamtym. 


a Ty tylko patrzysz na mnie. 
i ja już nie wiem, co to dla mnie oznacza.
a Ty patrzysz na mnie i przenikasz mnie. 
na wskroś. przez najgłębsze komórki ciała. 
jesteś wszędzie. 
będę silny. całkowicie niepodatny na Ciebie. 
obojętny. 
pozornie. 


nie zostawię Cię przecież.
i chociaż jesteś tak daleko. choć naprawdę blisko. 
nie chcesz opuścić zakamarków mojej duszy. 
nie zostawię Ci jej.


już raz straciłem duszę. 
zawarłem pakt z diabłem uczuć. 
sparzyłem się. 
ostatnim papierosem miłości, którą wtedy paliłem. dzień po dniu. 
już raz straciłem duszę. 
nie zostawię Ci jej przecież.


nie zostawię Ci przecież siebie. 

14.06.2011

popiół i dym.

przez zaciśnięte zęby wypuszczam powietrze.
szerokimi źrenicami irytacji patrzę na świat.
jak długo jeszcze przyjdzie mi znosić kaprysy rzeczywistości? 


nie chcę już słuchać. 
nie słucham, ale słyszę.
nie chcę już patrzeć.
nie patrzę, ale widzę. 
nie chcę już oddychać.
nie oddycham, ale pierś wciąż unosi się rytmicznie. 


kolorową kredką swoich kłamst wmawiasz mi, że tak ma być.
nie potrzebuję głuchych słów.
nie potrzebuję pustych zapewnień. 
nie potrzebuję niczego. 


sam dla siebie jestem zagrożeniem.
przestałem już próbwać.
nikt nie może mi pomóc.
Ty też nie możesz.
moja egzystencja, każdy oddech, każde skinienie i każdy ruch prowadzi mnie do nieuchronnej samozagłady.
po ostrym zboczu codzienności stoczę się na dno.
będę tam panem i władcą.
sam ze sobą, na moim własnym dnie świata. 
nie będzie tam Ciebie.
i Ciebie.
i Ciebie także.
nie możecie spadać ze mną. 


nie próbujcie mnie łapać.
ostrymi zębami dwulicowości odgryzę sobie rękę.
byle tylko nie zostać. 


kiedyś wiedziałem co znaczy kochać.
kiedyś wiedziałem co znaczy żyć.
ale w bezdennej otchłani życia zgubiłem słownik. 


za słownikiem skoczyło serce.
porwało duszę.
nie mogłem go powstrzymać.
wszystko już spalone.
został popiół i dym.
wdycham opary resztek siebie.
chcę przypomnieć sobie tamten czas.
zaraz przyjdzie wiatr. 
i rozwieje przeszłość. 
a potem odejdzie. 
i zabierze mnie ze sobą. 
musi...

8.06.2011

gdybym miał gitarę.

gdybym miał gitarę, to bym na niej grał.
napisałbym dla Ciebie piosenkę.
i grając ją w deszczową noc zdarłbym sobie palce do krwi. 


usiadłbym na opuszczonych stopniach świata.
i zaśpiewał.
piosenkę o Tobie.
i o mnie.


gdybym miał gitarę...


napisałbym dla Ciebie Miłość.
symfonię wieczności.
w której na zawsze razem, zanurzeni w tańcu.
tylko my. ja i Ty. 


gdybym miał gitarę...


skomponowałbym dla Ciebie Szczęście. 
nieskończoną operę.
gdzie Twoje oczy uśmiechnięte.
a w nich ja. 


gdybym miał gitarę...


zagrałbym Ci Nas. 
na końcu wszechświata.
wpatrzonych w siebie. 
błyszczących uczuciem.
skrzących się namiętnością. 


gdybym tylko miał gitarę...

7.06.2011

pociągiem.

w podróży może zdarzyć się wiele. 
pociągiem, przez świat, podróżują różni ludzie. 

w każdym przedziale siedzi osobna historia.
każdy przedział jest ośmio-historiowy.
każda z tych historii chciałaby być opowiedziana. 

w pociągu obserwuję. 
w pociągu dowiaduję się.
dlaczego kocham.
dlaczego kochałem.
dlaczego nie powinienem kochać.
dlaczego pragnę.
dlaczego nie mogę przestać.
dlaczego podejmuję złe decyzje. 
dlaczego moja historia nie może być opowiedziana. 

pociągiem przez świat podróżuję ja. 
chcę dojechać gdzieś daleko. 
gdzieś na koniec, gdzie już nikt nie dotrze. 
gdzie nikt mnie nie znajdzie.
gdzie niemym ptakom opowiem historię mojego życia. 
a onie nie będą oceniać. 
i być może odlecą. 
i swoim niemym językiem przekażą moją opowieść innym ptakom.

ale nikt nie słucha ptaków.
a nawet jeśli, to nie potrafi usłyszeć najważniejszego.
to dobrze.
nikt już nie usłyszy tej historii. 
mojej.