Zasypiam, a Ty, nie otwierając nawet okna, rzucasz te dwa wyrazy na wiatr. Zasypiam, choć tak naprawdę nie śpię, z każdą granatową sekundą nocy przeciekam Ci między palcami coraz bardziej.
Zaciskasz palce, formujesz z dłoni nieporadną pięść, choć już dawno przeciekłem na podłogę, wiję się czerwoną plamą koło dywanu.
Składanie mnie kropla po kropli może być ostatecznie zbyt czasochłonne, nie do końca wiadomo czy któreś już nie wyschły i nie ulotniły się pod sufit.
Widziałem kiedyś w Twoich oczach płomień, być może też się ulotnił, poszukam go pod tym sufitem. Widziałem w Twoim ciele pragnienie, jeżeli również skończyło jako niepozorna plama na podłodze daj proszę znać, jaki ma kolor, będę szukał z całych sił. Czerwony jest już zarezerwowany.
Spijałem z Twoich ust słowa, które gasiły każdy szalejący we mnie pożar. Teraz nawadniają delikatnie jedynie szalejącą we mnie suszę.
Nie szukaj mnie już pod poduszką, zabrakło tam dla mnie miejsca w ubiegłym stuleciu.
Trzeba jednak było nie dzielić tej kołdry