31.10.2011

z serii nr 2.

"Stukot obcasów na klatce zwiastował jej nadejście. Kleofas szybko zgasił niedopalonego papierosa i otworzył okno, Anabella nigdy nie lubiła gdy ktoś palił. Weszła bez pukania i nim Kleofas zdążył wziąć jej kaszmirowy płaszcz siedziała już w kuchni. „Palacze” rzuciła tylko i zamilkła. Kleofas wstawił wodę na herbatę i przelotnie spojrzał na Anabellę – zajęła swoje zwykłe miejsce. „Jak łatwo ludziom do czegoś przywyknąć” pomyślał i usiadł naprzeciwko.
- Będzie padać – powiedziała.
- Będzie padać – potwierdził.
- Nie musisz się ze mną zgadzać Kleofasie – wzrok miała wbity w kuchenne kafelki na ścianie.
- Może jednak nie będzie padać.
Milczeli tak przez dłuższą chwilę, dopóki odgłos czajnika nie wyrwał ich z zamyślenia.
- Dwie łyżeczki? – zapytał na wszelki wypadek.
- Nie chciałam herbaty Kleofasie – wciąż na niego nie patrzyła. – W ogóle nic od ciebie nie chciałam, nie wiem skąd przyszedł ci do głowy pomysł, że mogłabym mieć ochotę na herbatę.
Bez słowa postawił przed nią kubek z parującym płynem.
- Zimno tu, że też się nie przeziębisz – objęła się ramionami, najwyraźniej faktycznie musiało być jej zimno. „Okno” pomyślał Kleofas i pobiegł do pokoju. Gdy wrócił, kubek Anabelli był już w połowie pusty.
- Herbatę zawsze umiałeś zrobić dobrą. Choć w ogóle jej nie chciałam, mówiłam już, w ogóle nie miałam ochoty.
Kleofas uśmiechnął się w duchu. Może jednak wcale nie było tak źle, jak wydawało mu się, że jest przez ostatnie dwa tygodnie.
- Właściwie to muszę już iść Kleofasie. Przyszłam tylko na chwilę, chciałam ci powiedzieć, że odchodzę.
- Ależ Bella, Bellissima! Nie można przecież ot tak odejść sobie, ot tak bez precedensu wyjść z czyjegoś życia.
- Ależ można Kleofasie, właśnie to robię.
Zanim zdążył się zorientować, wybiegła z mieszkania, a przeciąg wyręczył ją w trzaskaniu drzwiami. „Najwyraźniej okno znów samo się otwarło. Trzeba będzie się tym zająć.”
W kuchni pozostał tylko zapach jej perfum i pierścionek na stole." 

17.10.2011

nie znam cię człowieku.

Once upon a time there was a Lonely Boy. 
All his life he was so alone and so shy. And then, Lonely Boy had met People. They got him twisted and he was having fun, didn’t care ‘bout tomorrow. He hadn’t felt like Lonely Boy anymore. And one rainy day, he woke up and understood he was all alone again. Poor Lonely Boy, he believed in People. And they disappointed him. So he took a gun and shot himself. Fuckin’ Lonely Boy. He used my Bullet.

***

Nie znam Cię Człowieku. Zdaje się, że kiedyś podawaliśmy sobie rękę, być może nawet przedstawiliśmy się z imienia. Widywałem Cię, trochę Tu i Tam też czasami. Przyszło nam nawet porozmawiać, raz może czy dwa, nie więcej. Piliśmy wtedy kawę, nie smakowała żadnemu z nas, a przecież tylko dla kawy tam byliśmy. Pamiętam, zapytałem czy może palisz, odpowiedziałeś , że nie, ale kiedy spojrzałem na Ciebie znacząco trzymając papierosa w połowie drogi do ust, pokiwałeś ze zrozumieniem. Zapaliłem, a ta rozmowa nasza wciąż trwała, choć druga już kawa zbliżała się niebezpiecznie ku końcowi.
Nie wiem kiedy rozeszliśmy się w swoje strony. I czułem, że Cię poznałem, a Ty tak chyba nie czułeś. Nie wiem Człowieku, nie znam Cię przecież, tak stwierdziliśmy przy drugiej okazji. Kawy tam nie było, mocniejsze trunki weszły w obieg naszych rozmów.
Teraz mijamy się na ulicy, często, nie zaprzeczysz, i już się nie poznajemy. Tak całkiem na poważnie.
Wiesz, Człowieku, napisałem do Ciebie list. Nie wiedziałem do wtedy, że drzemią we mnie takie ilości niewylanego żalu, ale przecież ja nigdy się nie denerwuję, to też już przy tych trunkach ustaliliśmy. Napisałem do Ciebie ten list, ale nie, nie wyślę go. Nie chcę, żebyś poznał tę stronę mnie, której sam do tej pory nie znałem.
Zresztą, my się przecież nie znamy. Właśnie człowieku, nie znamy się? 
A może siebie? 

10.10.2011

w życiu piękne są tylko chwile.

Z coraz większą trudnością przychodziło Mu pozostawanie. Nigdy nie podążał ślepo za resztą, zawsze na uboczu, schowany gdzieś w cieniu, a teraz kiedy potrzebował złapać się czegoś, Jego dłoń wciąż pozostawała pusta. Zaciskał tylko kurczowo pięść w nadziei. 
Żył od chwili do chwili, bo kiedyś, jako mały chłopiec usłyszał, że tylko one są w życiu piękne i ważne. Uśmiechał się do siebie w tych nielicznych momentach, kiedy głowy nie zaprzątały Mu akurat głupie myśli, uśmiechał się, choć częściej w duchu i w tych kilku chwilach odnajdywał szczęście. 
Lubił spędzać czas z innymi ludźmi, choć nie czuł przynależności do żadnej konkretnej grupy. Lubił znajdywać na ich twarzach uśmiechy, kiedy wspólnie bawili się czy wygłupiali. Czasami potrzebował oderwać się od rzeczywistości, poudawać że ma przyjaciół i znajomych, spędzić kilka chwil z innymi. Dobrze wiedział, że za jakiś czas wróci do ciemnego mieszkania, gdzie jedynym co trzymało Go przy życiu był zostawiony niedbale na stole niedopałek, zaróżowiony lekko Jej szminką. Dobrze wiedział, że za kilka godzin znów będzie musiał wyjść, ubrać na twarz uśmiech i być Takim jakim znają go inni. Takim jakim On chce, żeby go znano. 
Czasami na szczęście zdarzały się jeszcze takie momenty, że mógł dać odpocząć swojej Twarzy i całkiem naturalnie w obecności Innych być sobą i cieszyć się tymi Chwilami. Pięknymi. 

***


3.10.2011

brak.

Najdroższa, daj mi swą dłoń, uciekniemy gdzieś daleko, za horyzont, Najdroższa proszę nie oglądaj się nie ma sensu patrzeć wstecz w zamglone chwile, które bezpowrotnie wciąż przepadają za nami. 
Ucieknijmy, jak najdalej, od zgiełku miasta. Spaliny weszły mi w płuca, zadomowiły się w każdej pojedynczej komórce mojego ja, nie mogę oddychać, ledwie ledwie ostatnie tchnienia wydostają się spomiędzy przymkniętych warg. Kiedyś zwykłaś te wargi swoimi miękkimi i lekkimi muskać, całować lekko w szyję i w okolice obojczyka, swoimi aksamitnymi ustami zwykłaś przyprawiać mnie o dreszcze. Ale Najdroższa, w Twoich ustach teraz też już tylko spaliny i resztki dymu z wczorajszego papierosa, o dreszcze teraz przyprawia mnie sam Twój widok.
Ucieknijmy daleko, od fałszywych spojrzeń "przyjaciół", gdzieś gdzie Ty tylko i Ja z Tobą, i My razem i Ja bez Ciebie nie i Ty też beze Mnie. Gdzie cały czas będziesz szeptać mi do ucha, jakieś głupoty o miłości które ja tylko zrozumiem, i gdzie Twoja dłoń w moją wpleciona i Twój oddech na moim karku. Najdroższa.
Ucieknijmy, zabijać się za wcześnie jeszcze, ja zresztą umieram za każdym razem, gdy opuszki Twoich palców delikatnie krążą tuż obok mojego mostka i gdy słuchasz jak bije mi Serce, które wtedy bije z czterokrotną siłą, i gdy tak zwyczajnie zataczasz ósemki na moim torsie i przestaję wtedy oddychać, a Ty to czujesz i uśmiechasz się lekko i widzę w Twoich oczach że jestem. Gdzieś tam głęboko Ciebie jestem. Ja. 
Najdroższa. Tak było by, gdybyśmy mogli uciekać. Ale widzisz Najdroższa nie dane nam, nie nam, nas brak, miejsca brak. Najdroższa brak.