co dalej
Uparcie pragnę wierzyć w to, że nic nie czuję, że pozostaję wierny swoim ideałom, bo tylko one nigdy nie wypuściły mnie z rąk nad najgłębszą przepaścią.
Dobrze, że czas jest dla nas niełaskawy, powiedz mi, jak mógłbym konkurować z 1.825 dniami uniesień, które niby odeszły w niepamięć, ale chyba oboje wiemy jaka jest rzeczywistość. Proszę Cię, nikt, nawet Ty i nawet ja, nikt nie jest w stanie utopić tylu dni w kilku krótkich miesiącach. Bardzo lubię te momenty, kiedy z ogromnym przekonaniem w oczach mówisz mi, że to już koniec, że to nie wróci, karmię się wtedy zachłannie złudzeniami, wiedząc że to tylko zgubne puste kalorie. Kiedy całujesz mnie na pożegnanie, albo niby od niechcenia wplatasz swoją dłoń w moje włosy, nieświadomie czuję jego oddech na karku. Trzymając cię za rękę, widzę jego linie papilarne. Usilnie staram się zrozumieć, że jest nieodłączną częścią Ciebie, że jego śniada skóra i ciemne oczy stanowią jakiś pierwiastek Ciebie. Dobrze wiesz, że mogę być Twoją odskocznią, chwilą zapomnienia, ale zrozum proszę, że przynajmniej dopóki on nie wróci, nie muszę o tym wiedzieć.
A może powiedzmy sobie to prosto w twarz?
Nie. Nieważne, nic nie powiem. Nic nie zrobię, bo nie chcę potem umierać na pustyni, która wykwitnie w moich wnętrznościach. Szczęśliwego Nowego Roku.
dłużej złudzeń nie ocalę
więc co dalej
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz