19.05.2011

niebieski płaszcz.

świat spod niebieskiego płaszcza jest całkiem przyjemny. 
nagle tak łatwo zauważalne staje się to, co przed chwilą było kompletnie nieuchwytne. 

guziki niebieskiego płaszcza miękko uwierają mnie w szyję. 
twarde, a jednak tak przyjemne w dotyku. 
podszewka oplata mnie swoim ciepłem.
przyjemnie tu.

zachmurzone niebo wreszcie wypuszcza potężne krople deszczu.
czas nasunąć niebieski płaszcz na głowę.
nie mogę przecież zmoknąć.
nie w tym deszczu. 

grunt pod nogami zaczyna się obsuwać.
nie ma chyba dla mnie dalszej drogi. 
siadam na trawie i zdejmuję niebieski płaszcz.
nie może się przecież pobrudzić. 

w strugach deszczu mam nadzieję.
mam nadzieję, że te wielkie krople zmyją ze mnie poczucie winy. 
że może w jednej z nich znajdę odpowiedź.
że kiedy w końcu wyjdzie słońce, gdzieś niedaleko spotkam nowego siebie. 

ale deszcz nie ustaje. 
ugrzązłem po kolana. 
jeżeli wejdę dalej nie ma szans na dobre zakończenie.

zakładam więc ponownie niebieski płaszcz.
i wracam.
nie patrzę za siebie.
wolę nie wiedzieć, co zostawiam.

świat spod niebieskiego płaszcza jest całkiem przyjemny.
ale to nie mój płaszcz.
to nie mój świat. 


17.05.2011

na wysokim moście.

na wysokim moście mojego życia.
siedzę i patrzę.
patrzę w górę. i w dół. 


na wysokim moście mojego życia.
siedzę i myślę.
co by było gdybym spadł.


czy można spadać w górę?


wiecie, lot jest najprzyjemniejszą częścią spadania.
ale jest też najkrótszy. 
zaraz po nim następuje upadek.
przychodzi szok i ból.
ogromny, niewyobrażalny i niepojęty ból. 


na wysokim moście mojego życia.
siedzę i się zastanawiam.
co by było gdybym skoczył.
gdybym zrobił krok w przód.
po prostu poleciał.
nie przejmował się tym co nastąpi za moment.
tylko cieszył się chwilą.
możliwością latania. 


ale w końcu przyszedłby ból.
jestem facetem.
ale zdecydowanie za kruchym na takie akrobacje. 


to może ja jednak nie skoczę.
może popatrzę jeszcze chwilę. poobserwuję.
a potem wstanę.
i trzymając się barierki zejdę po prostu po schodach.


na wysokim moście mojego życia.
nie ma nikogo, kto by mnie złapał.


to może ja jednak nie skoczę. 

13.05.2011

pierwszy taniec.

wyobraźmy sobie, że nasze życie to bal.

początki zwykle są trudne.
stoimy z boku.
obserwujemy tych, którzy mają już doświadczenie. 
jak się poruszają. 
jak sobie radzą. 

ale przychodzi taki moment, że dla tych doświadczonych zagrała już ostatnia melodia.
i teraz nasza kolej, by wkroczyć na parkiet. 
to wcale nie jest łatwe. 

ale w końcu się udaje. 
i wtedy zaczyna grać muzyka.
nasza muzyka. 

tańczyć samemu wcale nie jest miło. 
i teraz pojawia się pytanie: komu podarować pierwszy taniec? 
a taki zdarzy się tylko raz.
i już się nie powtórzy. 

komukolwiek byśmy go nie podarowali.
on i tak na zawsze zostanie gdzieś głęboko w nas.

a i nuż ten pierwszy taniec będzie jednym długim, w którym wytańczymy sobie szczęście?
tylko komu go podarować?

8.05.2011

podpalam deszcz.

są tacy ludzie, o których dbam.
są tacy ludzie, o których się martwię.
są tacy ludzie, bez których nie wyobrażam sobie jutra.

rodzina. tak, oczywiście to rodzina. szczególnie ta bliska. 
ale są też tacy, z którymi nie łączy mnie krew. 


a poszedłbym za nimi w ogień.
podpaliłbym dla nich deszcz.
skoczył z najwyższego mostu. do najpłytszej rzeki. 


ale oni tego nie widzą.
tak, też się o to pytam: gdzie tu sens?


czy to moja wina, że tak szybko przywiązuję się do ludzi?
nie wiem.
a jeśli nawet, to maska obojętności i pozornego braku zainteresowania chyba już na dobre przywarła mi do twarzy. 


chciałbym, żeby byli blisko.
chciałbym też, żeby zachowali dystans.


***


podpalam deszcz. 
jego gorące języki oplatają moją twarz.
ogniste krople spadają z nieba.
i palą za mną mosty. 


tak chyba będzie najłatwiej. 


1.05.2011

miłość. nie przeszkadzać.

w zakamarkach duszy dzieją się niepojęte rzeczy.
w czterech ścianach serca mieszka jakaś nieprzyzwoita istota.

myślę, że to może być kobieta.
ciągle zmienia zdanie, czasami chyba sama nie wie czego chce.
„kocha. nie kocha. kocha. nie kocha.”
zerwałem przez nią wszystkie stokrotki na łące. pozbawiłem je płatków.

tylko kobieta może doprowadzić mężczyznę do takiego stanu.
czy miłość jest kobietą?
a może kobieta jest miłością?

ze swoją siłą przebicia ta mała istota mogłaby spokojnie rządzić światem.
szkoda, że tylko ja słyszę jej głos.
nie. w sumie dobrze, że tylko ja słyszę jej głos.

to niewielkie stworzenie nie daje mi spokoju.
wcale nie przeszkadza mi, że sobie tam żyje.
dopóki jest cicho.

bo nadal nie wiem, jak się go pozbyć.