22.04.2011

w magicznym świecie drobnostek.

świąteczny nastrój wpływa najwyraźniej na blogową aktywność młodych ludzi.

kiedyś w życiu przychodzi taki moment, gdy człowiek zdaje sobie sprawę jak dużo jest wokół niego małych rzeczy, które cieszą.
mój nadszedł chyba teraz.

postanowiłem być człowiekiem wyedukowanym, inteligentnym, oczytanym.
no i skończyło się tak, że moja wiara została zachwiana.
bardzo dobry, swoją drogą, artykuł z „Pewnej Gazety”.
śmierć Jezusa. no tak, w końcu mamy Wielkanoc.
ale…jak było naprawdę? w co w końcu wierzyć?
jak wierzyć?

moja wiara w moją wiarę została zachwiana.
ale wciąż silna, twarda i dobrze zbudowana stoi moja wiara w to, że otaczają mnie niesamowici ludzie.
moja wiara w moją wiarę, że nic się nie stanie jak ich opuszczę – podupada.

przed śmiercią i zmartwychwstaniem wypada zrobić bilans.
bilans sumienia.
dobrych i złych uczynków.
bilans zysków i strat.

i teraz oto dociera do mnie ile już się zdarzyło, ile jeszcze może się zdarzyć, ile zdarzy się bez mojego udziału.
dociera do mnie, że ci niesamowici ludzie wnieśli do mojego życia aż tak ogromny powiew świeżego powietrza.

zielonowłose piękności. rudowłose piękności. brązowookie piękności. niebieskookie piękności.
herbata z taką-wódką. tak naprawdę herbata z bergamotką. ale cicho.
wspólne wyjścia i powroty nocną porą. z najróżniejszych miejsc.
wspólne naleśniki. wspólne zapijanie smutków. wspólne zapijanie radości.
kwiatki. „róże i całusy małe, duże”. strach. pozorny strach. przełamanie strachu.
pocieszający wyraz mordki.
to, co tygryski lubią najbardziej. przecież to HUGSY.
przybij żółwia. przybij kijankę. co powiesz na żółwia brzuszkiem?
niezapowiedziane pojawianie się. niespodziewane spotkania.
i sto razy tyle.

a poza tym, to podobno nie ma już Francji. jakbyście nie wiedzieli.

i tak. wciąż nie wierzę w coś takiego jak przyjaźń po pół roku.
ale może to nie jest przyjaźń?
może to…
…magia…?

14.04.2011

to po łacinie "amicitia".

Przyjaźń. „Amicitia est filia naturae”. Nauka łaciny. Skoro przyjaźń jest córką natury, czy nie powinna być nieodłącznym elementem naszego życia? Gdzie jest prawda? Czy lepiej mieć masę przyjaciół, czy na taki tytuł zasługują tylko wybrane, zaufane osoby?

Jak to jest z tą przyjaźnią?
Wiecie, jeżeli stracicie raz przyjaciela, następny wcale nie pojawi się ot tak, na pstryknięcie palców.
Jeżeli przyjaciel straci was, trudno będzie zaufać komuś innemu.

Kiedy nadejdzie taki moment, że pogodzicie się już ze stratą przyjaciela, przydałby się ktoś, kogo można by tak nazwać ponownie. Przydałby się, prawda?
A co kiedy znajdziecie kogoś takiego?
A co kiedy nie wiecie, czy ten ktoś jest waszym przyjacielem?
A co kiedy nie wiecie, czy możecie go tak nazwać?
A co kiedy między wami pozostaje dziwny dystans, który nie pozwala na bliższe poznanie się?
A co kiedy wiecie, że za niedługo i tak się rozstaniecie?
Bo na przykład macie zamiar wyprowadzić się na drugi koniec kontynentu.
Czy wtedy ma sens to wszystko? To całe zaprzyjaźnianie się?
Czy nie lepiej zostawić rzeczy takimi jakie są, żeby później łatwiej było się pożegnać?
Czy lepiej wyjeżdżać ze świadomością, że gdzieś tam jest ktoś, kogo możemy nazwać przyjacielem? 

W ogóle, powiedzcie mi, jak poznać czy ktoś jest już przyjacielem, czy jeszcze nie.
Tak, wiem, dobrze by było gdybyście wiedzieli. Było by.
Tak się zapytałem, myślałem, że może jednak.

W razie jakbyście się jednak kiedyś dowiedzieli, dajcie znać, proszę.

Jeszcze jedno łacińskie przysłowie na dziś: „Donec eris felix, multos numerabis amicos.”
Dopóki będziesz szczęśliwy, zliczysz wielu przyjaciół.
A może jednak: „Dopóki zliczysz wielu przyjaciół, będziesz szczęśliwy” ?

Hmm?