Ostatni raz byłem u spowiedzi [...],
od tamtej pory obraziłem Pana następującymi grzechami:
gdziekolwiek zawieruszało się moje serce, ja ślepo podążałem za nim
narażając się na gniew Jego i ich;
byłem sobą mimo usilnych starań wszechświata,
by dokonać w tym jakichkolwiek zmian;
kłamałem prawdzie w żywe oczy,
starając się zachować zimną krew i nieruchomy wzrok;
kochałem mocniej niż nienawidziłem kochać,
zdzierając tym samym ostatnią marmurową warstwę mojej nicości pośród żeber;
żyłem na przekór codzienności,
umierając co noc pod gołym niebem na gorącej dachówce;
odszywałem guziki z głowy
i połykałem je zachłannie kiedy nikt nie patrzył;
Więcej grzechów nie pamiętam,
proszę o pokutę i rozgrzeszenie.
"Idź i nie grzesz..."