5.01.2014

dwa tysiące czternaście vol.1.

Kiedy przy ostatnim podmuchu wiatru tamtego dnia Twoje usta splotły się na ułamek sekundy z moimi, niemym wzrokiem podążyłem za krążącymi wokół mojego umysłu postanowieniami. Jeżeli każdy dzień dane jest nam przeżyć tylko raz, jeżeli każdy dotyk Twoich dłoni może być tym ostatnim, to dlaczego rezygnować ze wspaniałej ulotności tych magicznych chwil? Nigdy więcej nie zdarzy nam się to wczoraj, a Twoje wargi nigdy już nie będą identycznie miękkie jak ostatniego popołudnia.

Gdy byłem małym chłopcem, moja babcia powtarzała mi, że "jak kraść, to miliony, a jak kochać, to księżniczkę". Jak bądź, nie wymagam ani miliona księżniczek, ani księżniczki z milionami. To, czego naprawdę chcę i potrzebuję poniewiera się już niedaleko poza moim poznaniem. Pewność siebie przychodzi łatwo tylko nocą w czterech ścianach łóżka. Schowani w pościeli, owinięci kokonem nieprzystępności, snujemy w głowie scenariusze lepszego jutra.

Ja jednak opuszczam swoją małą kryjówkę. Coraz odważniej rozdzieram swój kokon i powoli przestaję wierzyć w bajki. Jeżeli mogę spędzić noc na planowaniu idealnych chwil lub przeżywać je tej nocy z Tobą, od teraz wybieram ten drugi scenariusz.
Nie wiem kim jesteś, nie wiem kim jestem ja, wiem tylko jedno - jeżeli każda sekunda Twojego spojrzenia jest unikalna i niepowtarzalna, chcę przeżywać każdą z nich i celebrować je z należytym oddaniem.
Mam nadzieję, że mi pozwolisz
kimkolwiek jesteś Ty


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz