Nocą na moim osiedlu w pustych oknach jarzą się puste żarówki. Swoim matowym sztucznym światłem otulają ulicę pogrążoną w makabrycznym tańcu ironii z mgłą. W pustych mieszkaniach, pełnych pustych ludzi toczy się piekielna kłótnia o żywot tu teraz i na zawsze.
Ktoś gwiżdże niedbale za rogiem, opuszczony pies skomle o kilka chwil życia więcej, ale jest tu tak poza tym strasznie cicho, gdzie nie spojrzeć to pustka i ciemność spowijają każdy centymetr kwadratowy powierzchni.
Puste dusze spoglądają nieśmiale zza firanek, wtapiają swe ciemne oczy we wszechogarniający granat zmierzchu. Boję się, ich pustka przenika mnie na wskroś, są wszędzie, wszędzie tam gdzie nie powinno ich być. W jakiś cudowny sposób pożerają mnie niemym krzykiem własnego bólu. Odchodzę.
Ale jest tu tak poza tym strasznie cicho. Podaj mi rękę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz