"Stukot obcasów na klatce zwiastował jej nadejście. Kleofas szybko zgasił niedopalonego papierosa i otworzył okno, Anabella nigdy nie lubiła gdy ktoś palił. Weszła bez pukania i nim Kleofas zdążył wziąć jej kaszmirowy płaszcz siedziała już w kuchni. „Palacze” rzuciła tylko i zamilkła. Kleofas wstawił wodę na herbatę i przelotnie spojrzał na Anabellę – zajęła swoje zwykłe miejsce. „Jak łatwo ludziom do czegoś przywyknąć” pomyślał i usiadł naprzeciwko.
- Będzie padać – powiedziała.
- Będzie padać – potwierdził.
- Nie musisz się ze mną zgadzać Kleofasie – wzrok miała wbity w kuchenne kafelki na ścianie.
- Może jednak nie będzie padać.
Milczeli tak przez dłuższą chwilę, dopóki odgłos czajnika nie wyrwał ich z zamyślenia.
- Dwie łyżeczki? – zapytał na wszelki wypadek.
- Nie chciałam herbaty Kleofasie – wciąż na niego nie patrzyła. – W ogóle nic od ciebie nie chciałam, nie wiem skąd przyszedł ci do głowy pomysł, że mogłabym mieć ochotę na herbatę.
Bez słowa postawił przed nią kubek z parującym płynem.
- Zimno tu, że też się nie przeziębisz – objęła się ramionami, najwyraźniej faktycznie musiało być jej zimno. „Okno” pomyślał Kleofas i pobiegł do pokoju. Gdy wrócił, kubek Anabelli był już w połowie pusty.
- Herbatę zawsze umiałeś zrobić dobrą. Choć w ogóle jej nie chciałam, mówiłam już, w ogóle nie miałam ochoty.
Kleofas uśmiechnął się w duchu. Może jednak wcale nie było tak źle, jak wydawało mu się, że jest przez ostatnie dwa tygodnie.
- Właściwie to muszę już iść Kleofasie. Przyszłam tylko na chwilę, chciałam ci powiedzieć, że odchodzę.
- Ależ Bella, Bellissima! Nie można przecież ot tak odejść sobie, ot tak bez precedensu wyjść z czyjegoś życia.
- Ależ można Kleofasie, właśnie to robię.
Zanim zdążył się zorientować, wybiegła z mieszkania, a przeciąg wyręczył ją w trzaskaniu drzwiami. „Najwyraźniej okno znów samo się otwarło. Trzeba będzie się tym zająć.”
W kuchni pozostał tylko zapach jej perfum i pierścionek na stole."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz