Przyszedł ten moment, kiedy zrozumiał, że czas najwyższy dorosnąć. Musiał przestać zaprzątać sobie głowę innymi, przestać myśleć o innych. Jego głównym celem stawał się powoli on sam. Czuł, że gdzieś tam w środku dojrzewa do tego, żeby zmierzyć się ze światem; czuł, że staje się wystarczająco silny, aby stawić czoła rzeczywistości. Jedyne, czego mu wciąż brakowało, to jakieś minimalne poczucie bezpieczeństwa. Starał się jednak o tym nie myśleć, przecież nie potrzebował tego, żeby dać sobie radę, nie potrzebował niczego. Ani nikogo.
Wiedział, że jeżeli sam nie otrząśnie się z pięknego snu, jakim ostatnio żył, nikt nie zrobi tego za niego. Determinacja, zawziętość i ogromny upór - to jedyne, co starał się teraz odczuwać. Inne emocje zawsze wpływały na niego destruktywnie, a przecież nie o to chodziło, żeby się załamywać.
Wiedział, czego chce. Nie obchodziło go już, czego chcą od niego inni.
Dorastał.
...albo tak mu się przynajmniej wydawało.
***
"They know you're just a boy. So grow up and be a man.
Little baby, kicking, you scream and whine.
Oh young fool, don't cry
Anymore..."
ta piosenka mimo tego, że ją uwielbiam do tej pory kojarzyła mi się bardzo źle.
OdpowiedzUsuńteraz będzie kojarzyc się też z Tobą.
dziękuję.
~ sis.