Chodził po mieście, spoglądając raczej przed siebie. Rzadko patrzył w niebo, jego idealistyczne ja umknęło gdzieś w natłoku życia. Wolnym krokiem marzyciela, z którego marzenia uleciały już dawno, snuł się między drzewami obserwując ludzi. Odnajdywał nieskrywaną i niewytłumaczalną przyjemność w spoglądaniu ludziom w oczy.
Na Ulicy Dusz sprzedał już dawno swoje wnętrze. Było lekko nadpsute, pachniało starością, na krawędziach pojawiła się rdza. Bezskutecznie próbował odnaleźć siebie, przemierzył przecież już tyle, zszedł niezliczoną ilość Pchlich Targów, szukając gdzieś jakiejś cząstki swojego ja. Bez efektu.
Lubił siadać na ławce, schowanej gdzieś głęboko w zielonych czeluściach parku, i patrzeć. Oczami wyobraźni na świat. Lubił także stawać w bramie, szczególnie kiedy padał deszcz, i zapalić papierosa. Wciąż najbardziej cieszyły go momenty, gdy mógł w tej bramie odpalić jednego papierosa od drugiego. I nawet wypowiedzieć słowo, albo kilka. Ale takich momentów było coraz mniej. Obserwował dym unoszący się spomiędzy palców, wdychał go nieświadomie, choć wciąż sprawiało mu to przyjemność. Niszczył się, wiedział nawet o tym, bardzo dobrze. Chyba lubił się niszczyć. Wmawiać sobie, że nieświadomie. Tak. Zdecydowanie lubił się niszczyć. Taki już był.
uwielbiam Cię bracie.
OdpowiedzUsuńlubię mówić brat. los mi nigdy nie dał kogoś do kogo bym się tak zwracać mogła. a teraz mogę i ten wydźwięk tego słowa tak miło łechce moją szkatułkę lodu zwaną sercem.
też lubię się niszczyć... i lubię obserwować ludzi. zastanawiać się o czym myślą tacy faceci jak on. przecież nie o takich dziewczynach jak ja.
buziak w czółko.
elkoniś
to jest chyba najgorsze stracić, to co się w sobie wyidealizowało, to co się pielęgnowało, przy najbliższym pędzie życia... potem trudno szukać tego samego.
OdpowiedzUsuń