14.06.2011

popiół i dym.

przez zaciśnięte zęby wypuszczam powietrze.
szerokimi źrenicami irytacji patrzę na świat.
jak długo jeszcze przyjdzie mi znosić kaprysy rzeczywistości? 


nie chcę już słuchać. 
nie słucham, ale słyszę.
nie chcę już patrzeć.
nie patrzę, ale widzę. 
nie chcę już oddychać.
nie oddycham, ale pierś wciąż unosi się rytmicznie. 


kolorową kredką swoich kłamst wmawiasz mi, że tak ma być.
nie potrzebuję głuchych słów.
nie potrzebuję pustych zapewnień. 
nie potrzebuję niczego. 


sam dla siebie jestem zagrożeniem.
przestałem już próbwać.
nikt nie może mi pomóc.
Ty też nie możesz.
moja egzystencja, każdy oddech, każde skinienie i każdy ruch prowadzi mnie do nieuchronnej samozagłady.
po ostrym zboczu codzienności stoczę się na dno.
będę tam panem i władcą.
sam ze sobą, na moim własnym dnie świata. 
nie będzie tam Ciebie.
i Ciebie.
i Ciebie także.
nie możecie spadać ze mną. 


nie próbujcie mnie łapać.
ostrymi zębami dwulicowości odgryzę sobie rękę.
byle tylko nie zostać. 


kiedyś wiedziałem co znaczy kochać.
kiedyś wiedziałem co znaczy żyć.
ale w bezdennej otchłani życia zgubiłem słownik. 


za słownikiem skoczyło serce.
porwało duszę.
nie mogłem go powstrzymać.
wszystko już spalone.
został popiół i dym.
wdycham opary resztek siebie.
chcę przypomnieć sobie tamten czas.
zaraz przyjdzie wiatr. 
i rozwieje przeszłość. 
a potem odejdzie. 
i zabierze mnie ze sobą. 
musi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz