Nie wiem czy to przez towarzystwo, czy przez doświadczenie, czy może przez narastającą głupotę, ale ostatnimi czasy łapię się na byciu zazdrosnym o ludzi. Ktoś kiedyś ot tak, niechcący powiedział, że zazdrość to cień miłości, ale w takim razie to oznaczałoby, że jest we mnie miłość, że jeszcze potrafię kochać, że coś tam gdzieś w środku...
Tak czy siak, mówię szczerze. To okropne uczucie być zazdrosnym, przecież każdy ma prawo co zechce i nie możemy od niego wymagać. A jednak jakkolwiek nieprzyjemna by owa zazdrość nie była, pojawia się wciąż, momentami ze spotęgowaną siłą, aż się nie chce wierzyć, że jakiś organ jest w stanie takie emocje odczuwać.
Czasami naprawdę żałuję, że nie poszedłem w kierunku medycyny. Już za kilka lat byłbym w stanie pomóc sobie sam, pozbyć się niepotrzebnych odczuć i zostawić po nich zaledwie kilkucentymetrową bliznę na mostku.
Jednak strach przed skalpelem zwyciężył. Przeraża mnie, jak łatwo tak pozornie małym kawałkiem stali można pozbawić się wszystkiego. Tchórz to moje drugie imię.
A dzisiaj z okazji siódmego dnia życzę sobie wszystkiego najlepszego.

jestem niemal pewna że ludzie o których jesteś tak zaskakująco zazdrosny, są stale zazdrośni o Ciebie, i prawdopodobnie to w dodatku ci sami ludzie którzy napychają Cię cząsteczkami ogólnie rozumianej miłości, skoro tak nie wierzysz że ją jeszcze w sobie masz sam z siebie, zresztą chyba dobrze wiesz GWIAZDO co mam na myśli
OdpowiedzUsuńchyba dobrze wiem, ale musimy to jeszcze rozkminić na żywo. i Twoja nowa minka, której znaczenia nie znam --> :+
Usuń