są tacy ludzie, o których się martwię.
są tacy ludzie, bez których nie wyobrażam sobie jutra.
rodzina. tak, oczywiście to rodzina. szczególnie ta bliska.
ale są też tacy, z którymi nie łączy mnie krew.
a poszedłbym za nimi w ogień.
podpaliłbym dla nich deszcz.
skoczył z najwyższego mostu. do najpłytszej rzeki.
ale oni tego nie widzą.
tak, też się o to pytam: gdzie tu sens?
czy to moja wina, że tak szybko przywiązuję się do ludzi?
nie wiem.
a jeśli nawet, to maska obojętności i pozornego braku zainteresowania chyba już na dobre przywarła mi do twarzy.
chciałbym, żeby byli blisko.
chciałbym też, żeby zachowali dystans.
***
podpalam deszcz.
jego gorące języki oplatają moją twarz.
ogniste krople spadają z nieba.
i palą za mną mosty.
tak chyba będzie najłatwiej.
a poszedłbym za nimi w ogień.
podpaliłbym dla nich deszcz.
skoczył z najwyższego mostu. do najpłytszej rzeki.
ale oni tego nie widzą.
tak, też się o to pytam: gdzie tu sens?
czy to moja wina, że tak szybko przywiązuję się do ludzi?
nie wiem.
a jeśli nawet, to maska obojętności i pozornego braku zainteresowania chyba już na dobre przywarła mi do twarzy.
chciałbym, żeby byli blisko.
chciałbym też, żeby zachowali dystans.
***
podpalam deszcz.
jego gorące języki oplatają moją twarz.
ogniste krople spadają z nieba.
i palą za mną mosty.
tak chyba będzie najłatwiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz