8.05.2011

podpalam deszcz.

są tacy ludzie, o których dbam.
są tacy ludzie, o których się martwię.
są tacy ludzie, bez których nie wyobrażam sobie jutra.

rodzina. tak, oczywiście to rodzina. szczególnie ta bliska. 
ale są też tacy, z którymi nie łączy mnie krew. 


a poszedłbym za nimi w ogień.
podpaliłbym dla nich deszcz.
skoczył z najwyższego mostu. do najpłytszej rzeki. 


ale oni tego nie widzą.
tak, też się o to pytam: gdzie tu sens?


czy to moja wina, że tak szybko przywiązuję się do ludzi?
nie wiem.
a jeśli nawet, to maska obojętności i pozornego braku zainteresowania chyba już na dobre przywarła mi do twarzy. 


chciałbym, żeby byli blisko.
chciałbym też, żeby zachowali dystans.


***


podpalam deszcz. 
jego gorące języki oplatają moją twarz.
ogniste krople spadają z nieba.
i palą za mną mosty. 


tak chyba będzie najłatwiej. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz