12.04.2012

Tak sobie siedzę i myślę, że przecież to tak od dawna. 
To tak od zarania dziejów i pewnie na pewno nie jestem pierwszym, który na to wpadł, było przede mną setki i tysiące pseudo-Sokratesów i pseudo-innych wielkich myślicieli. 
Może i jestem gwiazdą, choć nie wiem jak mocny daję blask pośród miliardów moich pobratymców, zawieszonych niedbale obok mnie na granatowym firmamencie nieba. 
Może i jestem gwiazdą, ale przecież każdy z nas jest. Bo każdy z nas dostał kiedyś rolę w najstarszym i najbardziej popularnym teatrze w dziejach ludzkości - nazywa się on Świat i swoje sztuki wystawia praktycznie wszędzie. To zabawne, że ta jedna, która czasami jest dramatem, czasami komedią, a czasami gatunkiem trudnym do określenia, wymaga aż tak dużej ilości aktorów. Do tego pierwszoplanowych. 
W dniu naszych narodzin, każdy z nas otrzymał niepisaną umowę na angaż w najmocniej wyświechtanej sztuce Świata, angaż na główną rolę. Sztuka owa jest sztuką autora nieznanego i nosi całkiem przyziemny tytuł Życie. 
I choć obecnie z różnym stażem, wszyscy już po kilku mniej lub bardziej pracowitych latach zrozumieliśmy, że na scenę wychodzi się w masce. Na scenie nie jest się sobą, na scenie się gra lub, jak kto woli, udaje kogoś innego. Takimi prawami rządzi się teatr Świat, a nikt z nas nigdy nie pokusił się o przeczytanie kilku zdań napisanych drobnym maczkiem w prawym dolnym rogu naszej umowy o zatrudnienie. I jeszcze długo nikt tego nie zrobi. 
W efekcie codziennie rano, gdy po krótkiej przerwie wracamy na scenę, zakładamy maskę, żeby nikt nie miał do nas pretensji. Ale co, gdy z każdym dniem maska coraz bardziej opornie schodzi z naszej twarzy? Co, gdy w końcu wraz z nią odrywamy kawałki mięsa, zostawiając coraz mniej siebie w sobie? Przecież nie możemy jej tak po prostu nie zakładać, publika będzie niezadowolona, aż w końcu dostaniemy wypowiedzenie, a trzeba wiedzieć, że w teatrze Świat nie obowiązuje pojęcie "okresu wypowiedzenia" - tam po prostu klamka zapada i ciach. Nie ma nas. Puff. Znikamy. 
Dylemat. Ładne słowo, choć zdecydowanie bardziej wolę impas. Sprawia, że czuję się mądrzejszy.


A co kiedy ktoś dostał rolę kurczaka zapłodowego? 
Impas.

1 komentarz:

  1. Kurczaka rozpłodowego jak to powiedziała Tośka ;p poza tym wybacz Myjciu, ale nie jesteś wcale gwiazdą tylko głupim gówniarzem młodszym ode mnie o cały miesiąc i dwadzieścia dwa dni ;d

    OdpowiedzUsuń