Nielubię.
Jakby się przyjrzeć, to jest dookoła tak wiele rzeczy, których nielubię.
Nielubię ich w dosyć różnoraki sposób nielubienia jako takiego.
Mógłbym oczywiście kierować się starą dewizą „Kochaj albo rzuć”, a w tym wypadku raczej „Kochaj albo nienawidź”, ale te dwa pojęcia są tak skrajnie kompatybilne, że aż razi.
No bo przecież mogę czegoś nielubić, nie determinuje to jednak nienawiści.
Nielubienie na osi życia leży sobie swobodnie gdzieś pośrodku między miłością a nienawiścią, tuż obok lubienia.
Jest w swojej istocie pewnym półśrodkiem, a przecież życie półśrodkami nie prowadzi do niczego dobrego. Ale czy ja chcę dobrego?
Tak na przykład:
Nielubię kiedy są wakacje, na kalendarzu jawi mi się lipiec, a za oknem jakieś krople deszczowe spadają z nieba. No i teoretycznie mógłbym zostać druidem, może dobiłbym do 60 levelu, pozaklinałbym trochę pogodę, a i nuż deszcz wysłuchałby moich próśb i zamiast sączyć się leniwie z nieba, ustąpiłby trochę miejsca letniemu słońcu. Teoretycznie.
Nielubię herbaty. Jakiejkolwiek. Ale kiedy wracam zimą do domu, moje palce nie współgrają już z resztą ciała, w ogóle jakoś mi tak chłodnawo w środku, to przecież nic nie rozgrzeje tak jak herbata właśnie. Taka prawda.
Nielubię kawy bez cukru. Jest okropna. Ale gdy zasypiam na stojąco, nie ogarniam już otaczającego mnie świata, a wiem, że spanie jest surowo zabronione, to taka kawa, mocna, czarna i bez cukru rozbudza najlepiej. Czasami odnoszę wrażenie, że cukier w kawie mnie usypia. Dziwne.
Nielubię kiedy ktoś mnie okłamuje. Bo standardowo wolę prawdę, przecież nawet tę najgorszą, ale jak nie kochać kogoś, kto okłamał cię w dobrej woli. No niby to złe, wiem, ale dobre chęci się liczą. I tyle wychodzi z tego mówienia prawdy.
Nielubię dostawać czegoś, czego nielubię. Ale przecież i tak przyjmę, i tak się ucieszę, chociażby żeby sprawić radość dającemu. Taki już jestem.
Nielubię kiedy ktoś nie mówi mi wszystkiego. I nie, nie jest to okłamywanie – to tylko sprytne niemówienie całej prawdy. A przecież sam też komuś wszystkiego bym nie powiedział, nie lubię czuć się jak książka, z której można wszystko wyczytać. No i rozumiem taką osobę, chociaż jej nie rozumiem i choć wciąż nielubię, dostosowuję się.
I jeszcze jest tyle rzeczy i zjawisk, których nielubię, ale po co zrażać do nich innych.
A najbardziej lubię za to, kiedy wszyscy, których kocham wiedzą o tym, są blisko i nie okazują się beznadziejnymi wymysłami rzeczywistości. Tak, to lubię.
Ale o lubieniu kiedy indziej.
a ja nie lubię jak nadchodzi 13 lipca, a ja czuję, że nic a nic nie jestem poskładana, poukładana i gotowa do podsumowań. ale co rok jest tak samo i wątpię, że kiedykolwiek się coś zmieni.
OdpowiedzUsuń