Niemożność alternatywnego spojrzenia na świat wzbudza we mnie ogromną niechęć do bycia samego w sobie. Ponadto znacznie utrudnia egzystencję, tę zwyczajną, przeciętną, bo przecież nie wymagam od życia niczego więcej.
Patrzę na świat tymi samymi oczami, już siedemnaście lat, choć czasami mam wrażenie, że ktoś wymienił mi gałki oczne. Podczas snu zakradł się bezszelestnie i z błogim uśmiechem na twarzy powiedział ściszonym głosem: „A teraz spojrzysz na świat inaczej. Koniec łatwego życia.”
Jeszcze niedawno wszystko było inne. Albo to ja, albo to oni. Jestem w nowym wymiarze, albo wariuję już niepostrzeżenie, jest coraz gorzej, powinno się zamykać, bo co innego robić, ludzi z moimi problemami.
A kiedy siedzę sam ze sobą, schowany gdzieś daleko przed wścibskimi oczami wszechświata, spoglądam w niebo, w krople deszczu spadające raz po raz na ziemię, odpalam ostatniego papierosa i zaciągając się dymem myślę – „A może…”
A może kiedyś uda mi się zrozumieć. Może gdy kiedyś ktoś będzie opowiadał mi o miłości, przyjaźni, zaufaniu, te wyrazy obce mojego bytu przestaną być obcymi i ze zrozumieniem będę mógł pokiwać głową, przytaknąć, dać znak, że rozumiem.
A może pewnego dnia przestanę oddawać swoje serce w niepowołane ręce, w ręce w ogóle nieprzystosowane do zajmowania się tak kruchą istotą. Tak, to prawda, schowaną głęboko w sejfie doświadczeń, zabezpieczoną, mogłoby się wydawać, lecz wciąż kruchą. Nie mam nic przeciwko sklejaniu serca taśmą wewnętrznej siły po raz kolejny, ale niestety za chwilę jej zabraknie. Nie zaopatrzyli mnie w kolejną rolkę.
A może nadejdzie taki moment, że poznam co znaczy przestać przejmować się ciężkim żywotem innych, albo odłożyć go przynajmniej na drugi plan. Bo chyba pierwsze skrzypce grać powinno MOJE „bycie” w tym świecie, jego problemy, wzloty i upadki. Powinno, ale ono wciąż uparcie ustępuje miejsca innym, mówi „ze mną będzie dobrze, nie martw się”. Nie tak je wychowałem. Może jednak…?
A może gdybym wtedy nie sprzedał duszy diabłu i nie zaprzyjaźnił się z aniołami mroku teraz wszystko byłoby inne. Może gdybym nie posadził w swoim sercu ziarnka goryczy, które teraz rozrosło się, przybrało nienaturalne kształty i wielkość, może wtedy byłoby tam jeszcze miejsce na wiele lepszych rzeczy. Ale ono wciąż kiełkuje, uciska powoli klatkę piersiową, kłuje w okolicach żeber, niedługo przebije się na zewnątrz i wchłonie mnie do środka. Nie chcę tak skończyć.
A może…
…może powinienem…?
ale kiedy odłożysz ich żywota na drugi plan to w Twoje nie do końca posklejane serce wnikną ciernie zarzutów, że egoista, że masz-to-w-dupizm, że generalnie to nie jesteś dobrym przyjacielem. chciałabym znaleźć złoty środek, żeby za bardzo nie żyć nimi, ale zasługiwać na miano przyjaciela. ale się nie da. skrajności to moje drugie imię.
OdpowiedzUsuńsiostrzane love.