Teraz to do mnie nie przemawia.
Różni ludzie mówią różne rzeczy, a ja bynajmniej nie mam zamiaru wierzyć w każde ich słowo. Ale czasami w życiu człowieka, albo istoty tak mało człowieczej jak ja, pojawia się moment, kiedy jedyną osobą, która jest w stanie wysłuchać, jest osoba której nie ma. Albo jest, nie wiem, nie wtrącam się, od tego mamy już wykwalifikowanych ludzi.
Drogi Boże, Allahu, Jahwe, Buddo,
naprawdę nie obchodzi mnie czy jesteś potężną istotą mieszkającą na jakiejś nieznanej dotąd planecie
sprawującą pieczę nad naszymi losami,
czy też Twoja postać zamyka się w małym pyłku topoli
który spowodował wielkie kichnięcie tj. Wielki Wybuch,
początek naszego istnienia.
Czymkolwiek jesteś i o ile jesteś, nie ma to dla mnie większego znaczenia.
Ale jeśli jednak słyszysz teraz ten ogromny szum żalu w mojej głowie,
albo masz przynajmniej dostęp do internetu,
chciałbym Ci powiedzieć kilka rzeczy.
Dużo tego nie będzie obiecuję...
Wiesz, coraz mniej potrafię być. Kiedyś gdzieś tam na dnie lądowało moje ego, ustępując miejsca innym, ważniejszym ludziom. Teraz moja zachłanność świata i tego wszystkiego co czyni mnie z dnia na dzień coraz bardziej zachłannym, powoduje u mnie niemożność przestania. Muszę przestać krzywdzić ludzi, ale im więcej mam z nimi do czynienia, tym trudniej jest mi zatrzymać się na moment i spojrzeć na siebie z boku. Cały czas powtarzam, że przewyższają mnie oczekiwania innych, ale tak naprawdę poczucie bezsensu w mojej codzienności powoduję ja sam, moja niemożność skupienia się na czymś ważnym, czymś co nadałoby jakiś bieg życiu.
Moja surrealistyczna małostkowość w dobieraniu życiowych celów sprowadza mnie coraz szybciej na dno, a ja nie mogę z tym nic zrobić, choć to może nie do końca prawda, bo nawet się nie staram. Czasami myślę, że wina leży po mojej stronie...co też ja za głupoty wygaduję, tak jest na pewno, ale chyba brakuje kogoś lub czegoś, co pomogłoby mi to zmienić.
Wiesz, to co boli mnie najbardziej, to ta bezwzględna świadomość mniej lub bardziej zamierzonego ranienia ludzi, to, że im bardziej nie chcę tego robić, tym bardziej mi to nie wychodzi. Życie paradoksami jest dla ludzi szalonych i chorych psychicznie i to chyba nie świadczy o mnie najlepiej, przepraszam zatem. To nasza pierwsza rozmowa od bardzo dawna, powinienem więc chyba przedstawić się w nieco lepszym świetle. Przykro mi.
Ale wiesz, może przy następnej okazji nawet nie będę musiał kłamać, żeby opisać się jako człowieka przyzwoitego...
AMEN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz