banał.
"Musimy się spotkać, koniecznie. Najlepiej w deszczu: ty będziesz drżała, a ja będę mógł rozłożyć parasol. Przytulisz się do mojego ramienia, ja cię osłonię od wiatru, pójdziemy przed siebie aleją.
Aleja będzie aleją parkową. Liście pod nogami ułożą nam się w dywan, opowiesz mi swój ostatni sen, no co też pani za dziwne sny miewa, roześmieję się, mój Boże, to mój sen przecież, pomyślę. Wdepnę w kałużę, woda wleje ci się do buta, uważaj, zawołasz i ominiemy gąsienicę.
Potem wiatr twoje włosy wwieje na moją twarz, zrobi ci się bardzo zimno, zrobi mi się bardzo gorąco. Jesień, powiesz, jesień, powiem, głośno uderzy w parasol liść, (...), westchnę i wdepniemy w gąsienicę.
Zobacz, zabiliśmy, rozpłaczesz się, zacznę szukać papierosów, zamilkniesz, poderwie się wróbel, ustanie deszcz.
Zza drzewa wyłoni się księżyc.
Koniec, powiesz, schodzimy w banał, trzeba spotkać się od początku."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz