Przyjaźń. „Amicitia est filia naturae”. Nauka łaciny. Skoro przyjaźń jest córką natury, czy nie powinna być nieodłącznym elementem naszego życia? Gdzie jest prawda? Czy lepiej mieć masę przyjaciół, czy na taki tytuł zasługują tylko wybrane, zaufane osoby?
Jak to jest z tą przyjaźnią?
Wiecie, jeżeli stracicie raz przyjaciela, następny wcale nie pojawi się ot tak, na pstryknięcie palców.
Jeżeli przyjaciel straci was, trudno będzie zaufać komuś innemu.
Kiedy nadejdzie taki moment, że pogodzicie się już ze stratą przyjaciela, przydałby się ktoś, kogo można by tak nazwać ponownie. Przydałby się, prawda?
A co kiedy znajdziecie kogoś takiego?
A co kiedy nie wiecie, czy ten ktoś jest waszym przyjacielem?
A co kiedy nie wiecie, czy możecie go tak nazwać?
A co kiedy między wami pozostaje dziwny dystans, który nie pozwala na bliższe poznanie się?
A co kiedy wiecie, że za niedługo i tak się rozstaniecie?
Bo na przykład macie zamiar wyprowadzić się na drugi koniec kontynentu.
Czy wtedy ma sens to wszystko? To całe zaprzyjaźnianie się?
Czy nie lepiej zostawić rzeczy takimi jakie są, żeby później łatwiej było się pożegnać?
Czy lepiej wyjeżdżać ze świadomością, że gdzieś tam jest ktoś, kogo możemy nazwać przyjacielem?
W ogóle, powiedzcie mi, jak poznać czy ktoś jest już przyjacielem, czy jeszcze nie.
Tak, wiem, dobrze by było gdybyście wiedzieli. Było by.
Tak się zapytałem, myślałem, że może jednak.
W razie jakbyście się jednak kiedyś dowiedzieli, dajcie znać, proszę.
Jeszcze jedno łacińskie przysłowie na dziś: „Donec eris felix, multos numerabis amicos.”
Dopóki będziesz szczęśliwy, zliczysz wielu przyjaciół.
A może jednak: „Dopóki zliczysz wielu przyjaciół, będziesz szczęśliwy” ?
Hmm?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz